Wymrażany Komes Porter Bałtycki – domowy eksperyment i szybki test smaku

Nieco z przypadku …

… a może i nie. O piwach wymrażanych pierwszy raz, jeśli dobrze pamiętam usłyszałem na vlogu Tomka Kopyry kilka lat temu. Sam takiego spróbowałem pierwszy raz na Warszawskim Festiwalu Piwa w listopadzie 2019 roku i był to Ice Panzer z Browaru Beer Bros. Zastanowiło mnie czy takie piwo da się zrobić w domu? A do sprawdzenia czy jest to realne, przekonał mnie wpis na jednej z  piwnych facebookowych grup. W którym to jedna z osób podpytywała czy jest sens wymrażania porteru bałtyckiego z Żywca. Od planu do faktycznego rozpoczęcia operacji minął tydzień. Tak powstał wymrażany Komes Porter Bałtycki.

Od pomysłu do realizacji

Zanim wlałem piwo do przysłowiowego gara sprawdziłem prognozę pogody. Bo samo wymrażanie piwa postanowiłem przeprowadzić wystawiając kociołek z nim na zewnątrz. Zakup samego piwa przeprowadziłem kilka dni wcześniej. Powodując nieco zdziwienia w jednej z sieci supermarketów stawiając 8 Komesów na taśmie. Tak u pani za kasą, jak i u osób w kolejce do niej. Do tego zabezpieczenie w odpowiedni kociołek z przykrywką i miałem już wszystko przygotowane do tego eksperymentu.

Dlaczego Komes?

Porter Bałtycki z Komesa to chyba najlepszy porter w Polsce jeśli weźmiemy pod uwagę stosunek cena jakość. To piwo solidne pod każdym względem nie tylko mocy, bo ma 9% alkoholu oraz 21% ekstraktu, ale także aromatu i smaku. A do tego także dobrze znoszące leżakowanie – sam na półkach w spiżarni mam kilkanaście butelek porteru w różnych wersjach i RISów z kolejnych roczników. Podobnie jest z Perłą Porter Bałtycki, ale ten porter lub koźlak od nich także z resztą bardzo dobry spróbuję wymrozić może przy innej okazji.

Do dzieła

Tak naprawdę realizacja była bardzo spontaniczna, co ewidentnie widać na poniższym filmie. W okolicach godziny 21 temperatura na zewnątrz wynosiła ok -15, z tendencją zniżkową. Ustawiłem na szybko wszystko w moim „studio” – blat, światło i samo piwo z „zapleczem” do wymrażania. Samo przelanie piwa do gara nie było raczej ekscytującym wydarzeniem, choć z perspektywy czasu jedną rzecz zrobiłbym nieco inaczej. Mianowicie na godzinę przed otworzeniem butelek, może maksymalnie dwie mogłem je wystawić na zewnątrz. Schłodzenie z temperatury pokojowej do kilku stopni znacznie przyśpieszyłoby cały proces.

Niestety tego nie zrobiłem i na pierwsze rezultaty musiałem poczekać do rana. Sprawdzając po około 3 godzinach pierwsze efekty działania prawie -20 stopni stwierdziłem, że temperatura całości tak naprawdę spadła o może 7-8 stopni. Różnicę tak naprawdę było widać dopiero po 8 rano kolejnego dnia, kiedy to całość przypominała nieco kisielowatą masę. Dopiero teraz udało się odebrać dość sporą część tego, co zamarzło. Przypominało to drobne kryształki lodu o kolorze kawy z mlekiem. Całość ponownie wylądowała na balkonie, a kolejny „zbiór” zrobiłem w okolicach południa. Temperatura w granicach -10 stopni sprawiła, że ponownie odebrałem dość sporo lodu, tym razem już ciemniejszego. Finalnie zostało około połowy piwa z tego, co początkowo wlałem do garnka i wystawiłem na zewnątrz do zmrożenia.

Rozlew do butelek

Z tym, co tak naprawdę trafi do butelek chciałem nieco poeksperymentować. Kusiło mnie, by dodać do przynajmniej jednej z nich wędzoną śliwkę. Jednak dość szybko odradzono mi ten pomysł w piwnych grupach. Zakończyło się na tym, że kilkanaście godzin wcześniej w odrobinę whisky wrzuciłem do maceracji kilka kawałków laski wanilii. Zdradzę  wam tylko, że po tym czasie aromat tego alkoholu był wręcz obłędny i całość dołączyła do jednej z butelek, w których ostatecznie znalazł się wymrażany Komes Porter Bałtycki.

Jeśli chodzi o sam rozlew. Cała akcja była wielkim spontanem, co także widać na załączonym filmie. Dlatego wcześniej w domowym recyklingu przygotowałem sobie butelki z zatrzaskiwanymi kapslami. Wielkiej filozofii we wlaniu piwa do butelki nie ma. Lejek w butelkę i lejemy prosto z kociołka, albo za pomocą łyżki do zupy. W moim przypadku wszystko po zamknięciu i podpisaniu powędrowało do spiżarni, gdzie jest poniżej 10 stopni. A dokładniej do jednej z szafek z dojrzewającymi nalewkami, które zrobiłem w minionych kilku latach.

Wymrażany Komes

Nad wyraz sprawnie wyszedł mi ten zabieg, może nie do końca idealnie technicznie, jednak z pozytywnym skutkiem. Wymrażany Komes łatwo poddał się „zimnej” obróbce. Nie bez odpowiedniego wpływu na taki finał jest tutaj dobra podstawa – czyli Porter Bałtycki, który miał już bazowe 9% alkoholu i 21% ekstraktu. Piwo bardzo dobre w smaku, w swojej „sile”, ale także łatwo dostępne w większości supermarketów. Porter Bałtycki prosto z butelki jest świetnym piwem, mocno palonym, z wyraźnie zaznaczonym aromatem gorzkiej czekolady i kawy. W smaku zaś do tego gładkie, z dość dobrze ukrytym alkoholem i po  chwili rozgrzewającym efektem w przełyku.

Jeśli chodzi o szybką degustację i wrażenia sensoryczne to było to naprawdę ciekawe doświadczenie. Wymrażany Komes to niemal to samo, jednak zwielokrotnione w odbiorze. Aromat bardzo intensywny, słodki – gorzka deserowa czekolada z czarną kawą. Alkohol mimo całego zabiegu wymrożenia niemal niewyczuwalny, w każdym razie mocno ukryty. Efekt taki pojawił się jednak myślę w wyniku jego bardzo niskiej temperatury, cieplejsze niewątpliwie byłoby bardziej alkoholowe w aromacie. Barwa brunatna, dość mętne i oleiste, ładnie oblepiające ścianki szkła. Wspomnieć należy jeszcze o  całkowitym braku nasycenia gazem oraz braku piany.

Pierwsze wrażenie w ustach to tak, jakby pić zimną czarną kawę – dobre, jeśli lubi się zimną kawę, ale nie oszałamiające. Gęste, oleiste i gładkie, dopiero po dłuższej chwili w ustach i ogrzaniu przez język uwalnia pełnię i głębię smaku. Dopiero w tym momencie alkohol zaczyna szczypać język i mocno pobudzać ślinianki. Po przełknięciu czuć efekt grzania w przełyku. W smaku bardzo mocno zaznaczona deserowa czekolada i czarna kawa, jednak w bardzo gładkim połączeniu. Porcja paloności i odrobiny owoców, w każdym razie smaki mi bezpośrednio kojarzące się z rodzynkami i daktylami. Goryczka przyjemnie zaznaczona i nienachalna w odbiorze, a spodziewałem się wręcz przerysowania w odbiorze w odniesieniu do podstawy.

Wymrażany Komes Porter Bałtycki w takiej wersji to niewątpliwie genialne piwo. Zwłaszcza, że można je samodzielnie przygotować w domu. Do tego osiągane relatywnie niewielkim kosztem i wkładem własnych sił. By jeszcze bardziej zachęcić was do przeprowadzenia samodzielnie takiej próby, to warto zaznaczyć, że jest wiele piw w tym stylu, także z dużych koncernowych browarów. A sam porter bałtycki można już kupić w cenie poniżej 5 zł za butelkę 0,5l. Warto choćby dla próby smaków zakupić 2 lub 3 różne piwa w tym stylu i sprawdzić, czy to będzie to, co nam posmakuje. A następnie dokonać eksperymentu, który opisałem wyżej.

Morał

Czyli szybkie wnioski z wielkiego eksperymentu. Czy będę to powtarzał? Oczywiście! Czy będę wprowadzał zmiany w całym procesie? Oczywiście! Poszperałem nieco w sieci i podpatrzyłem patent z butelkami po napojach.  Coś czuję, że jest to rozwiązanie bardziej optymalne i to z kilku powodów. Po pierwsze nie trzeba się bawić z wszelkiego rodzaju garnkami i cedzakami. Mniejsza ilość płynu zawsze szybciej się wychładza, a finalnie wymraża. I co najlepsze w tym wszystkim  – taką butelkę bardzo łatwo wrzucić do zamrażarki. W dowolnej chwili można sobie zrobić wymrażanie piwo w warunkach domowych z niemal każdego dostępnego na półce piwa.

Już w tym momencie w kolejce czekają 4 RISy z Komesa na powtórkę tego zabiegu. Korci także, by zrobić to na wersji malinowej porteru z tego browaru. Ice Panzer z Beer Bros był wymrażanym lagerem, nie wykluczam podjęcia takiej próby także na piwach jasnych. Może potrójna IPA w wersji hazy, kto wie? Jeśli tak się stanie, to niewątpliwie będę sięgał po piwa, które mają w okolicach 9% lub nawet nieco więcej. W każdym razie wiem już, że nie był to jednostkowy eksperyment tego typu w moim wykonaniu.

Więcej wpisów w kategorii +18
Więcej wpisów w kategorii Degustacja
Więcej wpisów w kategorii Piwolucja