Przetrwać dżunglę – Przetrwać Belize

Nie będę ukrywał, że Przetrwać Belize to dla mnie książka szczególna. Choćby dlatego, że miałem możliwość poznać autora i zadać mu kilka pytań o służbę w „firmie”. Ale także dlatego, że książka ta czekała blisko rok na właściwy czas by do niej sięgnąć. A gdy ją już otworzyłem to szybko się skończyła. I to jest jej największa wadą, bo nawet jeśli miałaby ponad 500 stron to i tak pękłaby maksimum w dwa dni. Ta pękłaby pewnie 3-4 godziny ale inne obowiązki nie pozwoliły jej przeczytać za jednym zamachem, a wciąga niczym główna bohaterka – dżungla.

Ten kto mnie zna wie, że posiadam sporo książek o tematyce militarnej, w szczególności opisujących wojska specjalne, zwłaszcza polskie. Tak więc nie może nikogo dziwić, że także Przetrwać Belize trafiło do mojej kolekcji. Autor podpisuje się jako Naval i jest byłym GROM-ikiem i ma na imię Paweł, dziś prowadzi firmę szkoleniowo- doradczą, organizującej także różnego rodzaju wyjazdy w różne zakątki globu. Dosyć regularnie pisuje także do „Polski zbrojnej”, a komputerowi gracze mogą kojarzyć go z prac przy tytule Medal of Honor: Warfighter. Jedyne miejsce, w którym można znaleźć coś o Pawle to strona Naval Polska oraz fanpage na Facebooku.

Łyżka dziegciu

Jeśli chodzi o samą książkę to zacznę od tego, co mi się w niej nie podoba. Okładka sama w sobie nie jest zła, choć widziałem lepsze, ale także dużo gorsze. Zdjęcie Navala i Che – jednego z przewodników po zielonym piekle, tworzy ciekawe preludium do treści. Niestety po otwarciu książki czeka na nas papier niskiej jakości, wrażenie to tylko nieco poprawiają co jakiś czas strony z kolorowymi fotografiami. W tym miejscu wielu może zarzucić książce Przetrwać Belize, że zdjęcia są słabej jakości, a kolory nie oddają pełnej palety barw dżungli. Akceptuję po prostu to, że Naval nie jest profesjonalnym fotografem, a zdjęcia wykonywał jak sam mówi małym kompaktem. Zabieranie lustrzanki z jakimś uniwersalnym zoomem to jakieś 1,5 kg. W tych warunkach wybór jest oczywisty – kompakt o wadze mniejszej niż 250 gram zawsze wygra starcie, jeśli mamy go nosić przez miesiąc piekła.

Kochanka maczeta

Gdy przebrniesz przez pierwszych kilka stron, Twoje nastawienie do książki zmienia się bardzo diametralnie. Praktycznie nie padają żadne informacje o GROM-ie. Naval skupia się praktycznie tylko na szkoleniu prowadzonym przez Brytyjczyków w dżungli. Przetrwać Belize podzielona jest na 4 działy, w których dowiemy się kolejno o tym, jak polska grupa dotarła na miejsce, uczestniczyła w części teoretycznej i praktycznym sprawdzeniu nabytej wiedzy, a także o zadaniu „bojowym” będącym finałem miesięcznego kursu. To, dzięki czemu ta książka tak mocno wciąga, to styl jakim Naval pisze. Jest naturszczykiem, pisze jak czuje. Nie wymądrza się, nie kreuje się na turbo herosa.

przetrwać Belize

Za to lekkim i zgrabnym piórem pisze o nabywaniu nowych umiejętności, o podstawowych zasadach, które umożliwią przeżycie w tym nieprzyjaznym środowisku, a i o kompanach tułaczki z innych jednostek specjalnych także mówi ze specyficznym dla siebie poczuciem humoru. To, co podkreśla w każdym miejscu swojej książki to wszechobecne błoto oraz wilgoć wysysające z każdego ostatnie pokłady energii. Maczeta to kochanka, bez której nie przeżyjesz nawet dnia w tym piekle, na każdym kroku czyha coś, co chce Ci dać w kość. Niebezpieczne owady, pająki, węże, nie wspominając już o trujących roślinach. Czytając Przetrwać Belize można także wyciągnąć sporo wniosków odnośnie tego, jak należy się zachowywać w tym środowisku, a czego się wystrzegać.

Przetrwać Belize czyta się świetnie. Jak wspomniałem wcześniej, Naval pisze prostym językiem, którym doceni każdy czytelnik. Przekaz jest prosty i zwięzły, bez zbędnych dodatków czy upiększaczy. Całość okraszona solidną dawką humoru i autoironii. Uśmiechniemy się już czytając o tym, jak wyglądała selekcja i cała podróż do Belize. Potem Twój uśmiech nie zniknie nawet na chwilę, czytając o poczynaniach Bangladezi Komando tudzież Norwegów, do tego czasem ktoś wypadnie z hamaka, kogoś do ostatniej nitki przemoczy wieczorna nawałnica. W tak niesprzyjających warunkach solidna wieczorna strawa i śmiech stawały się motorem do działań następnego dnia. Nieco ponad 250 stron wchłania się błyskawicznie, za co można mieć nieco pretensje do autora, że napisał książkę najzwyczajniej za krótką. Choć gdyby miała i dwa razy więcej stron to także czytałaby się wyśmienicie, a przez to szybko. Z niecierpliwością czekam na kolejną twórczość Navala.

Książka przeczytana. Przetrwać Belize wróciło na półkę nad łóżkiem, ale to dzięki niej wróciły wspomnienia ze spotkania z Navalem i ponad trzygodzinnej rozmowy o wojsku, GROM-ie, o najbliższych planach. Czytając książki o polskich jednostkach specjalnych stwierdzam, że w jednej rzeczy tylko różnią się one od swoich odpowiedników w SAS, Delta, czy Navy Seals. Choć prezentują równorzędny poziom wyszkolenia, to przez skromność i dbałość o zachowanie swoich działań w tajemnicy nie „produkują” seryjnie książek, jak wspomniani przed chwilą specjalni, którzy nim jeszcze ujawniono iż dana misja miała miejsce, to drukują już własne wspomnienia z przebiegu akcji.

Polecam książkę ze względu na autora – Naval na sobie doświadczył wszystkiego, co opisał. Nie żałuję, że Przetrwać Belize czekało na półce blisko rok. Nie był to czas stracony, bo ta książka wymagała tego by się do niej dostroić. Mam jeszcze kilka książek, które czekają na ten właściwy czas, by je otworzyć. Dla „Przetrwać Belize” to właśnie teraz był ten czas.

Przetrwać Belize - Naval - recenzja
Dla chcących zgłębić kolejny ułamek wiedzy o JW GROM pozycja obowiązkowa.
Jakość wydania - okładka, papier5
Wnętrze - układ, zdjęcia, grafika5
Treść - wartośc merytoryczna tekstu9.5
Wrażenia ogólne8.5
Jak się czyta?9.5
9Punktacja

Podobne Posty

  • Kasia Kamińska

    Jak widać w deserze sporo można „ZUTYLIZOWAĆ” 😉

  • Kasia Kruk

    zrobiłam ten deser tyle, że z malinami wyszło bardzo smacznie tak więc można śmiało polecać innym

    • Gosia Król

      trzeba zrobić