Task Force 50. Operacja SledgeHammer - recenzja - Bielecki.es

Podczas rozmów o strzelaniu specjalsi nie ukrywają irytacji, odnosząc się do niektórych książek pisanych przez amerykańskich komandosów.
– Oni mówią o strzelaniu do ludzi, jakby to była gra komputerowa. „Pach, pach i gościa nie ma.” Potem czytelnicy widza nas jako bezmyślne maszyny do zabijania, które swoje działania usprawiedliwiają walka o wolność świata. A w realu życie ma się tylko jedno…

Task Force 50 – miła odmiana po Chrisie Kyle

Task Force 50. Operacja SledgeHammer to jedna z niewielu książek, do których z chęcią będę wracał. Jarosław Rybak stworzył opracowanie podobne do Lubliniec.pl. Cisi i skuteczni, a jednak dalece inne. Pierwsza z nich traktuje bardzo szeroko o jednostce JWK, W drugiej skupia się wyłącznie na grupie żołnierzy, która służyła w Afganistanie tworząc zespół Task Force 50. Do chwili obecnej brakowało podobnego wydania traktującego o tej jednostce.

Pierwsze wrażenie

Chwytasz Task Forc 50 i jesteś zaskoczony. Dlaczego? Mała, cienka, nieco ponad 200 stron. Otwierasz, a dam dużo zdjęć, nieco mniej treści. Początkowo styl w jakim powstała książka mi nie odpowiadał. Ciągłe mieszanie wypowiedzi operatorów i kombatantów nieco drażniło. Jednak konsekwencja z jaką robił to Rybak to przedstawienie podobieństwa technicznych aspektów działań członków „Parasola” i JWK w Afganistanie. Jest to czynnik, który wyróżnia tę książkę na tle literatury poświęconej wojskom specjalnym, zwłaszcza polskim. Autor nie unika charakterystycznego języka używanego przez specjalsów. Kto często zagląda do podobnych pozycji łatwo się w niej odnajdzie.

Task Force 50

Wnętrze

Jarosław Rybak w Task Force 50 skupia się na przedstawieniu czytelnikowi specyfiki życia i działań wojsk specjalnych w trakcie misji. Poznajemy ośmiu operatorów, wokół których budowana jest fabuła. Dowiemy się o tym, jak wygląda codzienne życie na misji, ale także działania bojowe w tym opisy ładunków IED i samobójców obładowanych pasami szahida. Dowiadujemy się także jak wielkie znaczenie w prowadzeniu akcji specjalnych odgrywa czasami nieprzewidywalna pogoda. Znaczna cześć książki poświęcona jest także akcji odbicia zakładników, która miała miejsce nieopodal bazy Rushmore. Operacja SLEDGEHAMMER, bo taki jej nadano potem kryptonim zakończyła się sukcesem dla operatorów JWK i „Tygrysów”. Jeśli chcesz poznać szczegóły sięgnij po książkę.

„Rodzina”

Czytając Task Force 50 żołnierze bardzo często podkreślają poczucie solidarności i siłę zespołu. Tworzą specyficzną rodzinę, którą łączy niezwykła więź zaufania do siebie i tego czym się zajmują na co dzień. Dotyczy to także partnerów, z którymi współpracowali w czasie realizowanych zadań. To co zawsze charakteryzuje specjalsów, nie ważne z jakiego kraju by się wywodzili to pamięć o tych, którzy odeszli w czasie walki. Tutaj także wyraźnie jest zaznaczona osoba starszego chorążego sztabowego Mirosława Lucki ps. Miron.

Operatorzy JWK wchodzący w skład zespołu bojowego Task Force 50 bardzo często podkreślają, że wiele osób nie rozumie i nie akceptuje ich poświęcenia. Czemu niektórzy dają upust pisząc niewybredne komentarze w internecie na temat Wojska Polskiego. Ciekawe jak zachowali by się ci sami malkontenci, gdyby w jakimś niestabilnym rejonie świata porwano polskich obywateli? Ciekawe co wtedy by napisali? Kto przeprowadziłby operację ratowania zakładników? Operatorzy takich jednostek jak główna bohaterka książki JWK z Lublińca, GROM czy FORMOZA są narzędziem chirurgicznym, który jest niezbędny do przeprowadzenia precyzyjnych i niebezpiecznych operacji. Do takich operacji szkolą się przez całą aktywną służbę.

To co na początku mocno mi przeszkadzało pod koniec Task Force 50 stało się jej jednym z największych atutów. Jednostka z Lublińca kultywuje tradycje harcerskiego oddziału AK „Parasol”, który brał udział w Powstaniu Warszawskim. Operatorzy podkreślają jak ważne są spotkania z kombatantami, z rozmów z tymi, którzy jeszcze żyją widzimy jak wielki szacunek mają do poprzedników i ich dokonań. To między innymi dzięki takim wydarzeniom morale i gotowość operacyjna członków JWK jest na tak wysokim poziomie. Wspomniana gotowość to nie tylko tysiące sztuk wystrzeliwanej amunicji podczas szkolenia, to także takie nie mierzalne żadną miarą spotkania.

Naprawdę warto

Task Force – 50. Operacja SledgeHammer z pewnością nie jest pozycją dla każdego czytelnika. Tematyka książki jest bowiem specyficzna i skierowana do wąskiej grupy odbiorców. Jednakże dla osób blisko związanych z wojskowością i zainteresowanych tą dziedziną będzie to pozycja obowiązkowa. Jest to jedno z niewielu opracowań poświęconych jednostce JWK. Książka ta posiada także jedną niezaprzeczalną zaletę nad innymi pozycjami zgłębiającymi tematykę jednostek specjalnych – olbrzymia ilość zdjęć jakie autor dołączył do swojej pracy.

Task Force 50. Operacja SledgeHammer - recenzja
Pozycja obowiązkowa dla każdego pasjonata wojsk specjalnych.
Jakość wydania - okładka, papier8
Wnętrze - układ, zdjęcia, grafika9
Treść - wartośc merytoryczna tekstu9
Wrażenia ogólne9
Jak się czyta?9.5
9.5Punktacja

Podobne Posty