Dzieci pasożyty, czyli jak wyhodować sobie w domu terrorystę - Bielecki.es

Czekam na tę falę hejtu

Tak przyglądam się z perspektywy czasu na młodzież i dzieci, z którymi pracowałem na przestrzeni swojej drogi zawodowej. I co? Jestem zdruzgotany tym, z czym spotykam się nie tylko w szeroko pojętym środowisku szkolnym, ale i w życiu codziennym. Przez ostatnie lata swojej pracy widziałem naprawdę dużo, a słyszałem jeszcze więcej o negatywnych skutkach bezstresowego wychowania przez rodziców własnych dzieci. Główne zarzuty? Całkowity brak dyscypliny i zachowań związanych z zasadami bezpieczeństwa, empatia na poziomie góry lodowej i egoizm połączony z wybujałym ego.

Dzieci potwory

Coraz częściej spotykam się w pracy z dzieciakami (sposób zachowania i prowadzenia się nie pozwala inaczej tego nazwać), które od kiedy pamiętają mają niemal wszystko czego chcą. Zawsze na wszystko miały przyzwolenie, niczego nigdy im nie odmawiano, robiły tylko to, na co miały ochotę. Nie potrafią po sobie sprzątać, jedzą co chcą, gdzie chcą i jak chcą, nie mają postawionych żadnych granic ani zasad w codziennym życiu. Dziecko zachowuje się tak, jak pozwala mu się od najmłodszych lat. Problem jednak tkwi w tym, że rodzice bardzo często mylą troskę i dbanie o własne dzieci z bezstresowym wychowaniem.

Problem zaczyna się nagle i bardzo wymownie objawiać gdy zaczynamy czegoś wymagać od dziecka. Dla wielu taką ścianą nie do przebicia jest system edukacji. Na porządku dziennym są opryskliwość i marudzenie, nie akceptacja na odmowę, nieposłuszeństwo i ostentacyjne stawianie swojego punktu widzenia jako jedynego słusznego, a kto się z nim nie zgadza z góry skazany jest na wykluczenie przez takie dziecko, nawet jeśli chodzi tu o osobę nauczyciela. Te zachowania nie pojawiają się znikąd. Jak nie dopuścić do tego by w domu pojawił się taki terrorysta. Jak sprawić by na pierwszym miejscu nie było tylko Ja, Ja, Ja? By taki osobnik nie wpadał w histerię, jeśli choćby najdrobniejsza rzecz nie nie jest po jego myśli.

Łapówki i słowo NIE!

Przestańcie rozpuszczać swoje dzieci. Rozpuszczanie i rozpieszczanie nie są synonimami miłości. Na dłuższą metę takie postępowanie sprawia, że dzieci oczekują iż wszystko jest dla nich i na każde ich zawołanie. Nic im się nie stanie jeśli nie dostaną tego, czego chcą. Największym błędem jest tu dawanie dzieciom „prezentów” byle tylko mieć spokój – telefon, tablet, konsola czy ciuch to najczęstsze rozwiązania. Takie przekupstwo bywa często ostatnią metodą, która działa, gdy wszystko inne już zawiodło. Wystarczy wtedy tylko podsunąć coś atrakcyjnego pod przysłowiowy „nos” i chwilowy spokój gwarantowany.

Jednak to działanie na krótką metę. Nasz „pasożyt” szybko zorientuje się, że dzięki tej metodzie w bardzo krótkim czasie może bardzo wiele zyskać. Jeśli tylko będzie mógł, a tym bardziej jeśli będzie chciał to z premedytacją wykorzysta Twoją słabość. A jeśli nie spełnisz jego żądań to gwarantowaną masz solidną porcję doznań w postaci złości rozładowywanej na Tobie i przedmiotach w zasięgu takiego potwora, płacz i bunt to już tylko deser do głównego dania.

Zapomnij o nagradzaniu dziecka za każdą wykonaną czynność jeśli jest ona czymś naturalnym z perspektywy czasu. Jak długo masz zamiar „klepać” po plecach dziecko za to, że samo się ubrało, samo zjadło posiłek, czy wreszcie posprzątało swój pokój. Wszystko to czynności, które są podstawowymi życiowymi umiejętnościami niezbędnymi do funkcjonowania w dorosłym wieku. Jeśli zapomnisz o tej zasadzie tym trudniej będzie się usamodzielnić Twojemu dziecku jako dorosłej osobie.

Tu największa rola rodziców w nauczeniu dziecka różnicy między słowami „chcę”, a „potrzebuję” oraz w znaczeniu słowa NIE. O ile z rodzicami, często zmanipulowanymi da się pogrywać powyższą metodą, to z potencjalnym pracodawcą już nie – tu stawką jest praca i możliwość utrzymania się. Jeśli nie spełni się określonych wymogów to nie ma pracy, a bez niej płacy. Im wcześniej pojmie dziecko wagę tych słów, tym łatwiej będzie mu w dorosłym życiu.

Fałszywy obraz rzeczywistości

Gdy patrzę z boku na niektórych rodziców mówiących o swoich dzieciach to widać, że puszą się i omal nie pękają z dumy niczym zbyt mocno napompowany balonik. A to, że ich dzieci potrafią sprawnie liczyć i czytać zanim pójdą do szkoły. A to, że ich dziecko chodzi na zajęcia sportowe – szkółka piłkarska, pływanie, jazda konna. Zajęcia muzyczne – śpiew, czy gra na różnych instrumentach. Zajęcia językowe – angielski obowiązkowo plus jeszcze nawet dwa inne języki. Na co to wszystko, w waszym przekonaniu dobre dla dziecka, skoro wasze dzieci często odbierają to jako chore i niespełnione ambicje was samych.

Żeby nie zrozumiano mnie źle. Nie postuluję za tym by nie rozpoczynać nauki we wczesnym wieku. Wręcz przeciwnie jeśli dziecko przejawia uzdolnienia w jakiejś dziedzinie to warto je zachęcić do jej rozwijania, ale nie wolno go do tego zmuszać. Powinna to być zabawa, Twoje wygórowane wymagania wobec dziecka nie powinny zabierać jego dzieciństwa.

Pokaż dziecku czym jest wspomniana wyżej zabawa i jak wiele pozytywnych korzyści i emocji wnosi ona do waszego codziennego życia. Pokaż jak ważne są koleżeństwo i przyjaźń – wartości uniwersalne przez całe życie. To właśnie ich brakuje najbardziej współczesnym dzieciom i młodzieży. Nie nauczeni jak je pielęgnować i doświadczać częściej będą pokazywać swą „ciemną stronę mocy”.

Trzy magiczne słowa

Proszę, dziękuję i przepraszam, bo o nich mowa to słowa, bez których każdy z nas nie wyobraża sobie codziennego funkcjonowania. Czy aby na pewno? Większość dzieci nie potrafi w obecnych czasach okazywać życzliwości. Wdzięczność wobec dorosłych, a tym bardziej wobec swoich rówieśników jest dla nich zjawiskiem obcym i nie znanym. Nie znają tego uczucia.

Pokaż i pomóż dziecku zrozumieć, że większą satysfakcję sprawia dawanie niż branie. Dzieci, które zostały wychowane w takich wartościach o wiele bardziej doceniają choćby te najdrobniejsze gesty wykonywane w ich kierunku i o wiele częściej je odwzajemniają. Częściej także same inicjują je zwłaszcza wobec swoich rówieśników. Świadoma umiejętność dzielenia się tym, co posiadamy uczy także szacunku wobec stanu posiadania i wysiłku włożonego w jego zdobycie.

Niestety współczesne dzieci mają wyższy poziom ego niż szczyt Mount Everestu.  Mieszanka próżności, egoizmu, egocentryzmu, narcyzmu i ekshibicjonizmu. Wystarczy choćby popatrzeć na treści umieszczane w mediach społecznościowych. Zdjęcia wykonywane wszędzie i wszystkiemu, co się da – zwłaszcza sobie, głównie prezentujących własną infantylność. To wysyłamy przynajmniej na Fesbuczka, Insta i Snapa, bo tam największy fejm. Jak już coś opublikowaliśmy, to teraz trzeba sprawdzić co u znajomych, naklikać komentarze, zostawić łapki i serduszka. Potrzeba bycia w centrum uwagi to jedyne, co liczy się teraz dla dzieci. Niestety, a może i stety z czasem życie brutalnie sprowadza takie osoby na ziemię.

Jedyne, co od nich słyszę to tylko – „czemu tak mało?”, „powinienem dostać więcej”, „dlaczego on ma więcej?”. Materializm i chęć brania  to jedyny cel w życiu tych młodych ludzi. Gdzie tutaj miejsce na autorefleksję i zmianę swojego zachowania? Gdzie tutaj miejsce na trzy magiczne słowa – dziękuję, proszę, przepraszam?

Zapamiętaj

Wzorowi rodzice to nie tacy, który zamknęliby dziecko w ochronnym kokonie krainy szczęśliwości. To rodzice, którzy swoim zachowaniem i prowadzeniem dziecka w trakcie jego rozwoju pokażą mu, że czasami spotykają nas porażki. A sytuacje trudne uczą nas radzenia sobie czymś, co nazywamy problemem. Rolą rodzica nie jest robienie wszystkiego za własne dzieci, jego zadaniem jest wspomaganie ich rozwoju, tak aby nauczyły się radzić sobie w prawdziwym życiu.

Brak wpojonych zasad moralnych i dobrego wychowania sprawia, że nie da się normalnie realizować materiału w szkołach, często większość czasu przeznacza się na sprawy wychowawcze. Wagary to nie wina szkoły, a rodziców. Rodzic będzie wmawiał sobie i dziecku, że to szkoła sobie nie radzi. Ja będę twierdził, że jest wręcz przeciwnie, to rodzic sobie nie radzi z własnym dzieckiem. On sam ma jedno, czasem dwójkę dzieci, nad którymi nie potrafi zapanować, a wypomina to nauczycielowi, który musi panować nad całą klasą, często liczącą ponad  25, a nawet więcej niż 30 osób.

Ciągłe ratowanie dzieciakom „skóry” w żaden sposób nie przyczyni się do opanowania niezbędnych umiejętności. Wręcz przeciwnie, sprawi to, że staną się one bezradne wobec najprostszych wyzwań i nie będą chciały w wieku dorosłym nawet pod presją rodziców wyjść ze strefy komfortu. Takie prowadzenie sprawia, że z każdą błahostką lecą na skargę i strzelają focha.

Wiele osób zapomina, że to nie szkoła spłodziła i urodziła dzieci, tylko oboje rodziców jest za to odpowiedzialnych. To na nich spoczywa główna odpowiedzialność za wychowanie potomstwa i wyposażenia go w „miękkie” umiejętności. Szkoła ma za zadanie wspomóc rodzica w tym procesie, a nie go zastępować. Od dawien dawna główną rolą szkoły było, jest i powinno pozostać kształcenie młodego człowieka. Wpajanie mu prawidłowych reguł i zasad ortografii oraz gramatyki, nauka liczenia, czy też tak podstawowych umiejętności jak czytanie i pisanie. To tylko kilka z „twardych” kompetencji, które powinien zdobyć uczeń.

PS Tekst napisany z perspektywy ponad dziesięcioletniej pracy z dziećmi i młodzieżą w szkole jako nauczyciel, wychowawca kolonijny i wolontariusz w różnych organizacjach.

  • Marina Furdyna

    Ciekawa jest sama co powyrasta z dzieci, ktore sama widze w swoim otoczeniu. Tak jak piszesz wiekszosc ma wszystko, co tylko sobie wymysli, a rodzice chuchaja (tak to sie pisze?) na nie z kazdej strony, a niektorzy sa kompletnie slepi i nie widza w dzieciach niczego zlego. Znam takie pzypadki, kiedy mamy przyjezdzaly doz szkoly skarzyc na inne dzieci doslownie kazdego dnia. Tragedia…

    • Sam często widzę podobne zachowania rodziców i nawet w bezpośredniej rozmowie z nimi, gdy przedstawia się niezaprzeczalne dowody na niewłaściwe zachowanie dziecka nadal będą Ci wmawiać, że „ukochany” synuś lub córeczka to aniołki.

  • Magda Lena

    Dobrze napisane. Tak trudno jest czasem wychować dziecko, by nie było terrorystą, bo zawsze to, co zbudują rodzice, niszą babcie i ciotki rozpieszczaniem 😉

    • To akurat system naczyń połączonych, każda ze stron chce dobrze w ich mniemaniu zrobić „dobrze” dziecku. Jednak interesy każdej z grup bywają często zbyt dalekie od siebie.

  • Czytam, czytam i własnym oczom nie wierzę! Tak długi tekst? Nie mogłeś w nocy spać? 😉

    • Zacząłem pisać około godziny 17, tak zbierały mi się te przemyślenia, że skończyłem przed 5 rano. 😉

  • Na szczęście nie znam takich dzieci. Ani ja, ani moi znajomi nie wychowujemy dzieci bezstresowo. Nie zauważyłam też, żeby w której ze szkół u moich córek był taki problem. Dzieci pięknie się witają, mówią proszę i przepraszam. Owszem, zdarzają się kryzysy, ale można je ugasić dość łatwo. Moje córki także czasem się nie słuchają z wysokości swych dziesięciu i czterech lat, ale cóż, my też nie zawsze słuchaliśmy rodziców. Natomiast od malego włączam je w pomoc w domu i stawiam granicę, czego rzeczywiście nie można powiedzieć o wszystkich rodzicach. Myślę, że najgorsze pokolenie to to, które właśnie wychowywane było, kiedy przyszła moda na to tak popularnie nazywane bezstresowe wychowanie, bo dobrych kilka lat zajęło psychologom tlumaczenie ludziom, że coś takiego nie istnieje…
    Moje obserwacje piszę z własnej perspektywy, matki wychowującej dzieci we Francji, żyjącej w spokojnym podparyskim miasteczku. Wiem, że nie wszędzie są takie dzieci jak tutaj, zdaję sobie sprawę, że takie jak te opisane przez Ciebie też istnieją, no ale umówmy się, tak jak piszesz – wszystko zależy od rodziców, dzieci są czasem niestety ich ofiarami 😉

    • Całkowicie inne miejsce i inna mentalność, to skutkuje innym podejściem do wychowania jako całego systemu „prowadzenia” dziecka w czasie jego rozwoju.

  • Obserwuję w szkole mojego syna, jakie niektóre dzieci potrafią być. To prawda, co moja mama mówiła (nauczycielka z ponad 30letnim doświadczeniem) dzieci są coraz gorsze. I to nie nastolatki, bo nastolatki zawsze były „rozchwiane” przez dojrzewanie itp, ale dzieci z podstawówki. Coraz trudniej nad nimi zapanować. Wychowawczyni mojego młodego powiedziała nam wprost na zebraniu – ja te 1,5 roku jeszcze z nimi wytrzymam, ale to Państwo będą mieli problemy do końca życia, jeśli się nad nimi nie zapanuje. I Ona ma rację!

    • Z dzieciakami z podstawówek mam do czynienia jak na razie tylko na koloniach, jednak od roku pracuję z gimnazjalistami i jest to orka na bardzo kamienistym polu. Brak podstawowych umiejętności interpersonalnych, rozchwianie emocjonalne, nieumiejętność skupienia uwagi, choćby na kilka minut i totalne uzależnienie od telefonów. Z licealistami jest niemal identycznie. Najgorsze w szkolnej rzeczywistości jest to, że ci uczniowie, którzy naprawdę mają wielki potencjał i nauczyciele z ogromną wiedzą, doświadczeniem i pasją nie są w stanie nawiązać obopólnie korzystnego partnerstwa. Uczeń chcący chłonąć wiedzę i zdobywać umiejętności, z drugiej strony nauczyciel pragnący się tym podzielić, a w środku terroryści wysadzający to wiązanie w powietrze.

  • Bardzo dobrze napisane. Też miałam okazję obserwować młodzież z perspektywy nauczyciela i niestety, trzeba to napisać, nie było różowo. Mam wrażenie, że żyjemy w świecie skrajności – z jednej strony dzieci bez żadnych wzorców, robiące, co w ich mniemaniu jest jedynie słuszne (i niestety niedobre), z drugiej mamy dzieci rodziców, którzy tymże dzieciom dają wszystko, nie stawiąc żadnych warunków i tym samym wychowując małych roszczeniowców.

    • Zwróciłbym bym uwagę na dwa główne problemy w tym, co piszesz.

      Pierwszy to uczuciowa „bieda” między rodzicami, a dziećmi. To że są relacje emocjonalne wcale nie znaczy, że są one właściwe, zdrowe i we właściwej dawce. Bywa tak, że tych uczuć jest bardzo mało, a nawet wcale lub wręcz przeciwnie dzieci są wręcz zagłaskiwane zawsze i wszędzie.

      Drugi to dawanie przez rodziców wszystkiego czego tylko chcą ich dzieci byle tylko mieć spokój. Sytuacja taka szybko zostaje przez nie wykorzystana do zdobywania tego czego chcą, a nie tego co tak naprawdę potrzebują.

  • Rozpieszczanie… taa… Muszę podsunąć ten tekst żonie, bo ostatnio trochę w tej kwestii przesadza i w ciągu tygodnia widzą zmianę młodej. Na gorsze. Wraca z przedszkola do domu i pierwsze pytanie to jaką mam dla niej niespodziankę.

    Co do zajęć dodatkowych to uważam, że to powinno być skonsultowane z dzieckiem a nie wynikać z ambicji rodziców. Ja bywałem zmuszony do nauki grania na pianinie. Owszem, lubiłem grać ale po swojemu i dla siebie ale 2x w tygodniu chodzenie do ogniska muzycznego było dla mnie męką. Na szczęście nikt nie wymyślił, żebym poszedł całkiem do szkoły muzycznej.

    Młoda ma w przedszkolu angielski a w weekendy chodzimy na basen. Obie rzeczy uwielbia. Wczoraj podczas kąpieli wypytała mnie o pół łazienki. Muszę się chyba podszkolić, bo nie mam pojęcia, jak jest po angielsku korek do wanny 🙂
    Wiem, że lubi muzykować i pewnie za jakiś czas kupię jej jakiś keyboard. Ale na pewno nie wyślę jej na siłę do ogniska muzycznego. Niech sobie sama plumka i sama zdecyduje czy chce się uczyć w tym kierunku czy poprzestać na plumkaniu.

  • Poza magicznymi słowami na P warto nauczyć zwykłe „dzień dobry”, bo widzę masę niemych prawie nastolatków, którzy mnie znają, widują codziennie, ale ani be, ani me – tylko gapią się na mnie niczym cielęta na tęczę.
    Zajęcia dodatkowe? Sądzę, że są dobre, bo nie tylko komputerem żyją dzieci, a dziś wydaje mi się, że to jedyna rozrywka. Dlatego w końcu znalazłam zajęcie, które syna rajcuje (bo żadne sporty walki czy nawet piłka nożna nie jest jego hobby) i zaczęliśmy chodzić na szermierkę! W planach jeszcze szachy i być może gry karciane, ale muszę znaleźć grupę w jego wieku. Może się da, bo sam o to pyta.

    • Fakt zapomniałem o tym zwrocie. Dzień dobry w szkole w kierunku nauczycieli też niezbyt często jest słyszane, jeszcze rzadziej w kierunku pozostałych pracowników szkoły. A poza szkołą to już w ogóle. Tak na marginesie szermierka to także sport walki. Co do gier karcianych i planszówek to ciekawe rozwiązanie, bo oferta zwłaszcza tych ostatnich jest już naprawdę bogata. W Lublinie jest sklep, który nazywa się – Centrum gier planszowych, w którym to w stałej ofercie jest kilkaset planszówek różnego rodzaju. 😉

  • Z jednej strony – masz rację, sama dochodziłam do takich wniosków ucząc w szkole. Z drugiej strony: teraz moja córka chodzi do szkoły. I z bliska podpatruję, jak różne są dzieci. Jest wiele takich jak opisujesz. Na szczęście, są i inne. A może zawsze tak jest, że dorosłym to młodsze pokolenie wydaje się okropne? A później dorastają i wychodzą „na ludzi”? Tego sobie i nam wszystkim życzę! Co nie zmienia faktu, że tragicznym jest, że rodzice nie umieją stawiać dzieciom granic.

    • Doświadczenie nauczycielskie pozwala szeroko spojrzeć na ten temat. Możliwość obserwacji dziesiątek, a nawet setek dzieciaków pozwala bardzo szybko wyłowić zachowania wychodzące poza normy społeczne.

  • Bycie rodzicem to ciężka rola…

    • Jeszcze nie jest mi to dane, jednak rola nauczyciela i jednocześnie obserwatora rozwoju dzieci pozwala szybko wyłowić określone typy zachowań, które negatywnie wpływają na funkcjonowanie klasy jako grupy społecznej.

      • Wiesz co jest najgorsze, że często łapię się na tym i zwracam uwagę na czyjeś relacje ze swoim dzieckiem, na ich problemy, jednak czasem nie widzę swoich, złych reakcji i wtedy tak naprawdę przydałyby się opinie innych. Ciężko nam jednak dorosłym (nie tylko dorosłym) znieść krytykę, od innych.

        • Z własnej perspektywy świat wygląda zupełnie inaczej, niż z perspektywy osoby obok – zwłaszcza jeśli chodzi o wychowanie dzieci. Dlatego niektórym rodzicom potrzebny jest zimny prysznic wykonany przez kogoś, kto pracuje z ich dziećmi i tu najodpowiedniejszą osoba bywa nauczyciel.

  • Często zamiast czasu dzieci otrzymują czasoumilacze, a ich nadmiar widać. We wszystkim trzeba znać umiar, a jak się decydujemy na dziecko to weźmy za nie odpowiedzialność.

    • Niestety zbyt wiele par mając dzieci stwierdza – jakoś to będzie, jednak to najgorsze co można zrobić.

  • Dobry tekst. Z mojego punktu widzenia człowiek stara się nie dawać wszystkiego dziecku, narzucać limity i ograniczenia, żeby się postarał, że nie wszystko jest tak proste, a jednak czasem się dochodzi do wniosku, że tych limitów jest zbyt dużo. Jak zawsze, można przeholować w obie strony…

    • Złoty środek osiągnąć jest naprawdę trudno. Popuścić źle, a i za mocno przykręcić korbę też źle.

  • Michal505

    Nie wiem możecie się ze mną zgodzić bądź też nie ale myślę, że nakładanie jakiś mocnych limitów ograniczeń nie zda to egzaminu a nie lepiej takie dziecko zarazić jakąś pasją którą by polubiło, mam namyśli np. modelarstwo, malarstwo czy np. grafika komputerowa, programowanie, czy np. gry programy które by mogły podziałać jako element rozwoju kreatywności. Sam jestem graczem ale znalazłem sposób poszerzenie swojej pasji i podzielenia się nią na blogu pisząc recenzje poradniki przemyślenia czy też promowanie gier.

    Sam byłem ze gówniarza wredny ale znalazłem swoje miejsce i grupę do której należę i dzięki której wykreowałem własne zasady których się trzymam, wyrzekłem się religii, jestem ateistą.

    Powiem tak błędem był tworzenie gimnazjów t, ale no cóż powstały to niemożna było stworzyć takiego systemu żeby mógł zapanować na dzieciakami, np. stworzyć kluby zawodowe które by mogły przyuczać pomału do zawodów później dzieciaki miałyby jakąś wiedzę, kluby o tematykach np: informatyk, ślusarz, mechanik, kucharz, spawacz czy jakiś inny zawód to może i by pomogło w jakimś stopniu zapanować i nauczyć pokory i zrozumienia wobec innych ludzi.

    • Cytując @andyk77:disqus „Co do zajęć dodatkowych to uważam, że to powinno być skonsultowane z dzieckiem a nie wynikać z ambicji rodziców.”

      Co do gimnazjów i ich powstania – ówczesna zmiana była potrzebna. Obecnie powrót do systemu 8+4 (+5 lub +3) to krok w tył, ale o tym wspominałem już na poprzednim blogu – być może niedługo przypomnę tu ten tekst.

  • Konkretnie i na temat!

  • Zawsze jak czytam o bezstresowym wychowaniu to wpada mi taka myśl do głowy, że takie nie istnieje. Bo tak jak piszesz – każdy człowiek prędzej czy później opuści planetę „dom” i uda się tam, gdzie panują jakieś reguły – np szkoła. I nagle problem. Bo ta są jakieś granice, normy, ludzie, którzy bałwochwalczo nie akceptują wszystkich zachowań. Naprawdę brak współpracy rodziców ze szkołą to jednej z powodów, dla których nie zdecydowałam się uczyć. Bo miałam wrażenie, że powinnam najpierw edukować rodziców, że ja i owszem mogę ich pociechy nauczyć czytać, poprawnie pisać, mogę ich wychowywać swoim przykładem, wszak nauczyciel jest zawodem zaufania publicznego. Ale nie nauczę ich szacunku dla ludzi, jeśli tego nie ma w domu, jeśli ten rodzic mówi: pewnie dostałeś pałę, bo ją coś ugryzło. Wciąż mnie gryzie. To wyszarpywanie jak najwięcej dla siebie z przestrzeni świata i uczenie dziecka, że wszystko u się należy. O kurtuazji i witaniu się nawet nie mówię. Wyznaję zasadę, że dzieci się nie wychowuje, tylko zachowuje. one wszystko podpatrują, więc jeśli rodzic wykazuje konsumpcyjną postawę wobec świata, nastawioną tylko na branie to ciężko oczekiwać czegoś innego od dziecka. Zgadzam się, że stawianie granic jest bardzo ważne, jest wręcz optymalne dla poczucia bezpieczeństwa u dziecka! Mój syn ma 2,5 roku, ale jeśli may iść w miejsce publiczne, typu przychodnia, sklep itp tłumaczę mu wcześniej co tam się robi, jak się tam zachowuje i dlaczego. I jeśli zdarzy się w sklepie, że zaczyna w kolejce mocno dokazywać, mówię spokojnie, że wrócimy na zakupy, jak będzie mógł się skupić, bo tutaj ludzie chcą spokojnie kupić swoje rzeczy. I to nie jest tak, że ciągam go biednego po sklepach,bo kupuję głównie przez internet, bądź jeżdżę sama, ale właśnie chcę mu pokazać różne miejsca i to jak należy się tam zachować, żeby później mu było łatwiej. A dodam, że jestem zwolennikiem rodzicielstwa bliskości i mimo tego, co mówią jego przeciwnicy o bezstresowym wychowaniu – to jest to przede wszystkim wychowanie w szacunku i empatii, ale również dla innych!! bardzo dobry tekst, cieszę się, że na niego trafiłam. Ostatnimi czasy problem współgrania edukacji z wyobrażeniem rodziców na jej temat jest mi bliski. Pozdrawiam!

    • Czasami trudniejszym materiałem do obróbki jest rodzic niż samo dziecko, bo nie widzi jak wielką krzywdę robi dziecku nieumiejętnym prowadzeniem w czasie jego najszybszego rozwoju.

  • Całkowicie się zgadzam. Wydaje mi się, że taki model wychowywania w dużej mierze wynika z tego, że ci rodzice mogli być wychowywani bardzo surowo i nie są specjalnie z tego zadowoleni, więc postanowili swoje dzieci „wychować” w innej skrajności.

    • Bardziej skłonny byłbym do opcji „wygodnictwo”. Z jednej strony po co zmuszać się do stawiania granic dziecku skoro to dodatkowa praca. Z drugiej to właśnie praca, zabierająca czas dla rodziny, a przez to brak możliwości wytworzenia właściwych relacji w niej. I ponownie wygodniej jest odpuścić niż się starać.

  • Bezstresowe wychowanie istnieje i jak najbardziej ma swoje plusy. Tylko problem polega w interpretacji. Bo ludzie sami sobie stworzyli tego definicję,nie mającą nic wspólnego z pierwotnym założeniem. Bezstresowe wychowanie to nie skrajność w postaci pozwalania na wszystko i obchodzenia się jak z jajkiem. To właśnie skrajności i olewactwo jest niedobre,ale nie można tego sobie nazywać bezstresowym wychowaniem. Podobnie jak i nie do końca mądre jest łączenie braku przemocy w wychowaniu z bezstresowym wychowaniem. Przemoc to coś więcej niż stres. Wykorzystywanie siły fizycznej jest porażką dorosłego człowieka. I najłatwiejszą drogą. Jest bardzo wiele osób,które potrafią wychować dzieci,nieidealnie może,ale dobrze,bardzo dobrze. Bez nazewnictw typu – bezstresowe wychowanie,bez używania przemocy. Ale też bez rozpieszczenia i innych skrajności. Wszystko więc można połączyć i pozytywny efekt jest możliwy.

  • Amen. Jako matko trzy i pół latka mówię. Wychowywać od razu, nie czekać na później. I konsekwentnie.

    • Problem polega na tym, że czasami są zbyt duże różnice w definiowaniu pojęcia wychowanie przez rodziców.

  • Bardzo mądry tekst, powinien być wręczany obowiązkowo każdemu rodzicowi w szkole, bo to co tam się dzieje to naprawdę coś strasznego!

    • Szkoda tylko, że rodzice bardzo często nie potrafią zauważyć swojego niewłaściwego podejścia do wychowywania dzieci, nawet gdy ich pociechy pokazują jawnie antyspołeczne zachowania.

  • Edyta Rybczyńska

    Zgadzam się. Nie widzę sensu w takiej fałszywej w końcu ochronie dziecka .

    • Największym problemem jest to, że najczęściej rodzic nie widzi problemu.

  • Ja jeszcze nie muszę się martwić wychowywaniem swoich dzieci, ale często zajmuję się dziećmi mojej siostry (które akurat wychowywane są porządne dzieciaki) i już w piaskownicy czy na placu zabaw widać straszne różnice. Nie lubię wdawać się w dyskusje i komentować czyichś decyzji rodzicielskich, ale czasami chce się aż krzyczeć… Strach pomyśleć co będzie jak to pokolenie dorośnie!

    • Teraz zastanów się, co myśli sobie nauczyciel, który średnio pracuje z dobrze ponad setką uczniów i na co dzień obserwuje wynik wychowania wyniesionego z domu w społeczności szkolnej.

  • Na pewno każde dziecko powinno mieć jasno postawione granice, których przekraczać nie powinno, ale to wszystko dla rodzica też nie jest łatwe i często ponosimy porażki, o czym wstydzimy się przyznać, zrzucając winę na wszystkich wokół. Ja mam przykład w rodzinie, jak to czasem z tym wychodzi. Był takim wychuchanym dzieckiem. Z przedszkola wypisany, bo jedzenie było niedobre. Jego mama siedziała nad nim z lekcjami, uczył się wszystkiego z wyprzedzeniem. Zawsze miał inne obiady od reszty domowników, bo nie lubił nawet ziemniaków (wolał frytki). Nie miał kompletnie żadnych obowiązków. Nawet sprzątanie po sobie odpadało. Najważniejsze, aby odrobił lekcje i potem siedział cicho przy komputerze. Nawet do kolegów nie chodził, żeby ktoś przypadkiem złego wpływu na niego nie wywarł. No i wyszło szydło z worka po latach. Nikt nie nauczył go tego, że ma myśleć sam za siebie i dążyć do różnych rzeczy dla siebie. Mama syna pracę zmieniła i przy lekcjach z nim siedzieć już nie mogła. Prosiła, aby się uczył i trochę pomagał i nic to nie dawało. W liceum dwa razy nie zdał, potem przestał chodzić. Chłopak 25 lat i wykształcenie podstawowe, oczywiście nie pracuje, a jak zaczyna, to max 3 dni. Z babcią nie zje przy jednym stole, „bo mlaska i smarcze”, a babcia lata mu po pizzę i kanapki robi. Chore. Chłopak, który od wychował się na Cartoon Network, a potem na grach komputerowych. Taki cichy i bezproblemowy, bo patrzył w ekrany i monitory, i nie przeszkadzał.

    • „Cicha” woda brzegi rwie. I w tym przypadku ma to pełne potwierdzenie.

  • Marta Tymowska-Malec

    Celne spostrzeżenia. Na co dzień pracuję z dziećmi, sama jestem matką i mogę to potwierdzić. Mam jednak ten wybór, że nie muszę pracować z dziećmi, które np. próbują mi roztrzaskać tablet na głowie, bo nie zgadzam się, aby go używały będąc ze mną 🙂

    • Pracuję tak z gimnazjalistami, jak i z licealistami i czasami naprawdę mam dość. Niektóre osoby nie wiedzą, co to wymagania wobec nich, zdarzają się także tacy, którzy na odmowę reagują agresją.

      • Marta Tymowska-Malec

        To chyba najtrudniejsza grupa wiekowa, zwłaszcza, że działają w imię źle rozumianej wolności czy asertywności

        • Cytując klasyka z „Dnia świra”

          „Moja jest tylko racja i to święta racja. Bo nawet jak jest twoja, to
          moja jest mojsza niż twojsza. Że właśnie moja racja jest racja
          najmojsza!”

          • Marta Tymowska-Malec

            Oj tak 🙂

  • Melduję Gotowość

    Tekst jest bardzo mądrze napisany. Widać, że masz doświadczenie. Ja na szczęście nie przebywam tak często z dziećmi, ale wczoraj wspominałam z mężem, że my jako dzieciaki cieszyliśmy się jak raz na tydzień dostaliśmy złotówkę na coś słodkiego, a teraz dzieciaki dostają wszystko co chcą i nie potrafią tego ani docenić, ani uszanować.

    • Bardzo mocno postawy dzieci psuje spełnianie ich „zachcianek”, a nie „potrzeb”. To sprawia, że stają się roszczeniowe, a empatię mają na poziomie „0” (zera). Po tym wszystkim nie ma się co dziwić, że reprezentują swoim zachowaniem poziom taki a nie inny.

  • We wszystkim, a chyba w wychowaniu zwłaszcza, powinno się stosować to zdrowego rozsądku i unikać przeginania. Trzeba dzieciom i młodzieży stawiać rozsądne granice oraz uczyć ich umiejętności społecznych. W szkole, a przynajmniej w większości z nich, gdzie ważny jest bezmyślny kompromis, tego nie się nauczą, więc warto żeby rodzice się tym zajęli.

    • „W szkole, a przynajmniej w większości z nich, gdzie ważny jest bezmyślny
      kompromis, tego nie się nauczą, więc warto żeby rodzice się tym zajęli.”

      Całkowicie się z tym nie zgodzę – szkoła nie jest na kompromisy. Szkoła ma wyposażyć w wiedzę i o to się boję przy obecnej zmianie reformy. Co do wychowania. Szkoła powinna je wspomagać, a nie zastępować w tym rodziców, a tak się dzieje w większości przypadków.

  • Artur Baranowski

    Mnie udało się wychować dzieci metoda łączoną: nagrody + wyznaczenie granic. Niechętnie dzieci karałem i raczej w sytuacjach bardzo ekstremalnych. Najlepszą metodą na wychowanie dziecka jest zasada „mam dla ciebie zawsze czas”. Jeśli rozmawia się z dzieckiem, to to zwykle wystarczy. Wtedy znacie się wzajemnie i nie ma potrzeby nadmiernego nagradzania i karania.

    • Tak grunt to znać własne dzieci. Niestety większość rodziców tę więź zaniedbała.

  • Bardzo, bardzo dobry tekst.
    Zastanawiam się, jak to jest w Chinach, gdzie od 1978 roku prowadzona jest polityka jednego dziecka. Tamtejsi jedynacy określani są „małymi cesarzami”. Ciekawe, jakie to przyniesie skutki w przyszłości? Na przykład kiedy zaczną oni obejmować tam władzę.

    „empatia na poziomie góry lodowej i egoizm połączony z wybujałym ego” – sam bym tego lepiej nie określił.

    • Dzięki, starałem się jak tylko mogę opisać to, co da się zauważyć gołym okiem obserwując szkolną młodzież w akcji.

    • Anna Złotkowska

      moja bratowa jest z tego pokolenia ale pierwszy raz spotykam się takim poglądem 😀 wszystko z nią ok hhahaha

      • Należę to tej grupy osób, która wyrabia swoje poglądy na podstawie własnych doświadczeń. Jeśli nie miałem z czymś styczności, to staram się nie wypowiadać w temacie dopóki go nie poznam. 😉

        • Anna Złotkowska

          Wojtek to było do Macieja o dzieciach w Chinach 😀

          • Dzięki za podpowiedź. 😀 Choć moją powyższą odpowiedź podtrzymuję. 😉

  • Żyjemy w czasach, gdzie domeną społeczeństwa jest roszczeniowość i dzięki temu mamy pewne tego konsekwencje. Bardzo widać to gdy porówna się ze sobą różne pokolenia i dodatkowo ludzi z różnych krajów. Póki co Polska idzie w tę gorszą stronę, gdy tak patrzę na zachód.

    • Z perspektywy pracy w szkole i obcowania z młodzieżą już blisko 10 lat widzę jak bardzo się ona zmieniła, jej podejście choćby do powszechnie kiedyś używanych słów – dzień dobry, do widzenia, dziękuję. Dziś większość coś burknie pod nosem nawet nie podnosząc głowy i nie spoglądając nawet na osobę, której odpowiadają.

      • To oznacza, że po drodze coś nawaliło 🙂 od czasu ja skończyłem szkołę.

        • Nawalają głównie rodzice, którzy przerzucają cały obowiązek wychowawczy na szkołę nie widząc w tym żadnego problemu, czy zaniedbania z ich strony.

  • Anna Złotkowska

    Tekst mądry ale chyba napisany przez osobę, która dzieci nie ma 😀 Rodzice są różni- tak jak różni są ludzie. Niestety nie brak wśród nich i idiotów. A dzieci na szczęście nie wszystkie są takie straszne 🙂

    • Fakt, nie mam dzieci 😛

      Ale pracuję z nimi już ponad 10 lat, z racji wykonywanego zawodu posiadam określone wykształcenie – pedagogika, psychologia, socjologia, anatomia, i milion jeszcze innych dziedzin pomijając dyscypliny sportowe – wszak to AWF. 😉

      Co do rodziców – podpisuję się pod tym, co napisałaś. Na przykładzie bliższej i dalszej rodziny (w tym także nauczycieli) widzę jak bardzo różnie można wychowywać własne dzieci. 😉

  • Bardzo bym chciała, aby szkoła wspomagała, niestety często moje dziecko dostaje sprzeczne sygnały w domu i w szkole, nie mam na myśli tu starszej kadry naukowej, ale tej najmłodszej, która zamiast stać się partnerem przybiera funkcję kumpla, a przecież nie o to tu chodzi. To taka refleksja z życia wzięta. 🙂 A tekst świetny, podpisuję się pod nim, w zasadzie można go powielać, tak aby dotarł do jak największej liczby rodziców. 🙂

    • Cieszę się, że zgadzasz się z moją oceną. Pracując już 10 lat z młodzieżą widzę jak bardzo zmieniła się w tym czasie ich mentalność, rodziców z resztą także. Z tym, że na gorsze.

      • W moim odczuciu to wszystko nie idzie w dobrym kierunku. Trudno wychowywać własne dzieci według określonych wzorców, kiedy z otoczenia dochodzą sprzeczne sygnały.

        • Nie tylko sprzeczne sygnały ale także wiele pokus, których nasze pokolenie nie doświadczyło.

  • Doskonaly tekst, w 100% sie zgadzam. Patrzac na mlodziez trudno mi widziec pozytywna przyszlosc :/

    • Niestety rośnie pokolenie, które będzie oczekiwało, że wszystko będzie dla nich, pod nich podporządkowane i na każde ich zawołanie.

      • Dokladnie, widze mlodych brodatych mezczyzn w rurkach ktorzy nie potrafia zarowki wymienic (palmface) smutne to :/

  • u mnie w domu rośnie mała terrrorystka, nie chodzi jeszcze do szkoły , jest jedynaczką i jedyną wnuczką..nawet jeżeli moje i mojego męża metody sa skuteczne, efekt naszych starań wychowawczych jest nierzadko psuty przez dziadków, którzy są absolutnie bezkrytyczni jeśli chodzi o zachowania córki- ich jedynej wnuczki. Próba zwrócenia im uwagi, kończy się częstą rodzinną kłótnią…

    • Niestety często tak jest. Sam w rodzinie mam osoby z małymi dziećmi i dziadkowie często robią to, co napisałaś – rozwalają system, który wprowadzili i stosują rodzice.

  • Ja mogę napisać jedynie z perspektywy dziecka takich rodziców, którzy na wszystko pozwalali. Pisałam kiedyś o tym post. Nie pozwalano mi sprzątać, mieć żadnych obowiązków. Nie umiałam więc prasować, włączyć pralki, zrobić nic do jedzenia. Całe dzieciństwo byłam bardzo rozpieszczana, więc nie umiałam przyjmować odmowy, porażki. Takie wychowanie niszczy psychike w dorosłym życiu, teraz rodzice wiedzą jaką mi krzywde zrobili, bo tak naprawdę stworzyli życiową kalekę, bez obowiązków, odpowiedzialności, żadnych umiejętności. Masz całkowitą rację z tym co piszesz, tylko to nie do końca wina dzieciaków, a ich rodziców.

    • Tytuł tego wpisu to – Dzieci pasożyty, czyli jak wyhodować sobie w domu terrorystę. Już w tym zlepku słów zawarta jest informacja, że ten tekst skierowany jest do rodziców. 😉

  • Bezstresowe wychowanie to nie musi być rozpieszczanie i wychowywanie bez zasad i obowiązków szkoda, że ludzie zwykle mylą te pojęcia.

  • Swego czasu też pisałem w takiej formie. Bardzo odważnie i tak naprawdę mądrze. Dzieciaki są coraz gorsze, rozpuszczone i chamskie. Rodzice oczywiście nic z tym nie potrafią zrobić i tak już to idzie.

    • Sam mam wśród moich uczniów kilka takich przypadków, że po każdych zajęciach zastanawiam się gdzie oni są i czy w ogóle byli przy dziecku w czasie jego dorastania.

  • Tekst dedykowany rodzicom, bo to jakie są dziwci w szczególności zależy od nich. To my jesteśmy wzorem, ktory naśladują nasze pociechy, to my wyznaczamy granice i starnadady funkcjonowania, to my wymagamy i pobłażamy…
    To co bardzo ważne, a jednocześnie czesto mylone- wychowywanie bez przemocy, to nie to samo co wychowywanie bez granic, bez zasad.

  • To z czym ja się na co dzień spotykam to przewrażliwienie rodziców na punkcie maluchów i w żłobku, który prowadzę i w przedszkolu, do którego chodzi mój syn. Nagminnym jest oglądanie dzieci, sprawdzanie siniaków, zadrapań. Proszenie o wytłumaczenie co się stało, bo na przykład kolano jest zadrapane. Tłumaczenie się z tego dlaczego dzieci szczypią. Ręce mi opadają gdy z takich drobiazgów musimy się tłumaczyć. I patrzę też czasem na rozwydrzoną „młodzież” i pytam gdzie teraz są ich rodzice? Nie widzą nic?!Ech dziwni jesteśmy.

    • Bo tego co ma się najbliżej nie widzi się. To, co kiedyś było normą teraz jest jej przekroczeniem. Dla moich rodziców normalne było, że miałem siniaki, wielokrotnie byłem nawet szyty. A wychodzenie w czasie deszczu by poskakać w kałuże było najlepsza zabawą. 😉

  • momandlilgirl.pl

    Poruszasz bardzo ważny temat. I bardzo dobrze, że to robisz. Świetny tekst.

  • Pracuję w restauracji i obserwuję rodziców z dziećmi. Jak im na wszystko pozwalają. Jak nie zwracają na nie uwagi, bo umówili się ze znajomymi i chcą pogadać, a nie zająć się dzieckiem, które się nudzi i zaczyna broić, kończąc na rodzicach, którzy widzą, że dziecko źle się zachowuje, a nie zwraca im uwagi. Przykład był taki, że dziecko rozrywało torebki z solą i rozsypywało na podłogę. Albo, gdy dziecko zaczęło przestawiać napoje w lodówce (którą dopiero co uzupełniłam). Rodzice patrzą i się uśmiechają, jakby chcieli je nagrodzić za to, że źle się zachowują. Niestety nie mam serca do dzieci i sama zwracam uwagę. A dzieci nie sprzątają, bo mają taki sam przykład w domu. Rodzice zostawiają taki chlew, że się, za przeproszeniem, rzygać chce. Boże, chyba jestem zmęczona pracą w restauracji…

    • Bo najprościej zostawić syf po sobie i swoich dzieciach, niech się martwią inni.

      • Mi by było autentycznie wstyd zostawić po sobie bajzel. Czy to w restauracji, czy w hotelu, czy gdziekolwiek innym miejscu zawsze staram się zostawić po sobie dobre wrażenie. A tacy przyjdą, zrobią bajzel i następnego dnia z uśmiechem na gębach znowu przyjdą i będą się do ciebie uśmiechać, jak gdyby nigdy nic. I znowu zostawią bałagan. Ale dokładnie. Tak jest najprościej. W domu mają czystą kuchnię, bo nie gotują. Co najwyżej wodę na herbatę.

        • Bo nie potrafią gotować, a często nawet przygotowanie wrzątku na herbatę stanowi problem. 😉

          • Monika (mama na całego)

            Ale myślę, że trochę jednak generalizujecie. Nie wszystkie dzieci się tak zachowują i nie wszyscy rodzice. No i zrozumcie też tych rodziców. Każdy może mieć zły dzień. Ja na przykład mam 4 upragnionych dzieci . Robię, co mogę, żeby wychować je na ludzi. A, że mąż w delegacji, to spoczywa to na moich barkach. Dwóch dorastających chłopców. Czasem to mam po prostu wszystko w dupie (przepraszam), wszystkie co go dość i chcę po prostu „odpocząć”. Jestem tylko człowiekiem. Każdy może czasem się „zmęczyć” nawet jeśli robi coś, co uwielbia i na chwilę odpuścić. Co nie znaczy, że na złość światu trzeba pozwolić dzieciom na rozróbę w restauracji.

          • U mnie rodzice także mięli nas 4 i nie było łatwo. Dość niewielka różnica wieku sprawiała, że całość była jednocześnie w podstawówce lub szkole średniej, ewentualnie szkole średniej lub na studiach. A jednak się udało. Życie bez smartfonów sprawiało, że wychowanie było dużo łatwiejsze.

  • Do systemu łapówek dodam jeszcze słodycze: nie dość, że rozpuszczają, to tworzą piękną oponkę i stąd co czwarte dziecko mamy otyłe. W obecnych czasach cukier raczej nie krzepi.

  • Doskonały tekst, który moim zdaniem każdy rodzić z wieloletnim doświadczeniem jak i nie powinien przeczytać aby wiedzieć jak powinno się nakierowywać wychowanie naszego dalszego pokolenia. 😉

  • Nie mam dzieci więc o wychowywaniu się nie wypowiem, ale niestety miałam okazję poznać kilka takich rodzicielskich produktów. Brak samodzielności, wyręczanie przez innych i zero indywidualności. Przykre.

  • Nata Li

    Wszystko zależy od podejścia rodzica do dziecka, do wychowania, do własnego rodzicielstwa. Najważniejsze żeby być świadomym siebie i swojego postępowania. Nie możemy winić dzieci, za błędy dorosłych. To my jesteśmy dorośli…

    • Często dzieci nie ułatwiają rodzicielstwa zwłaszcza, gdy na początku wskaże się im niewłaściwą drogę. Gdy szybko zorientują się jak manipulować rodzicem to wykorzystują to z pełną premedytacją, czego wielokrotnie mam przykłady w pracy.

  • Monika (mama na całego)

    Bardzo mądry, tekst. Zgadzam się, że każdy rodzic powinien sobie coś takiego poczytać i wziąć do serca. Tak sobie myślę, że chciałabym, aby moje dzieci trafiły kiedyś na podobnego nauczyciela, wychowawcę, jak TY. Wiem, że nauczyciele są szkoleni, uczą się, studiują, jak „postępować” z dziećmi, młodzieżą i te „sposoby” generalnie powinny być spójne. Jednakże nie są. Spotkałam się z taką niekompetencją nauczycieli w przedszkolu u mojego najmłodszego synka, że po prostu ręce mi opadły. (zresztą w szkołach, do których moje dzieci chodziły też). To o czym piszesz jest bardzo ważne. O samodzielności, empatii, życiu w grupie, dzieleniu się, odpowiedzialności. Ale żaden wychowawca, czy to rodzic czy nauczyciel w szkole/przedszkolu, nie osiągnie tego, nie nauczy dziecka, jeśli będzie podchodził do swoich podopiecznych z góry, uważając, że wie lepiej. Dzieci uczą się przez modelowanie. Co z tego, że uczą dzieci mówić „proszę”, jak sami nie potrafią dziecka o nic poprosić. Co z tego, jak wymagają „podziękowań”, jak sami uważają, że dziecku nie trzeba dziękować, bo przecież jest „tylko dzieckiem”. Nawet jeśli Ci powiem, że staram się wychowywać dzieci zgodnie z tym co piszesz ( i robię to lepiej lub gorzej, bo jestem tylko omylnym człowiekiem) to i tak przedszkole/szkoła potrafi niejedno zniszczyć i całą pracę trzeba zaczynać od nowa. Pozdrawiam. Ps. Oczywiście nie każda szkoła/przedszkole.