Dzieci pasożyty, czyli jak wyhodować sobie w domu terrorystę - Bielecki.es

Czekam na tę falę hejtu

Tak przyglądam się z perspektywy czasu na młodzież i dzieci, z którymi pracowałem na przestrzeni swojej drogi zawodowej. I co? Jestem zdruzgotany tym, z czym spotykam się nie tylko w szeroko pojętym środowisku szkolnym, ale i w życiu codziennym. Przez ostatnie lata swojej pracy widziałem naprawdę dużo, a słyszałem jeszcze więcej o negatywnych skutkach bezstresowego wychowania przez rodziców własnych dzieci. Główne zarzuty? Całkowity brak dyscypliny i zachowań związanych z zasadami bezpieczeństwa, empatia na poziomie góry lodowej i egoizm połączony z wybujałym ego.

Dzieci potwory

Coraz częściej spotykam się w pracy z dzieciakami (sposób zachowania i prowadzenia się nie pozwala inaczej tego nazwać), które od kiedy pamiętają mają niemal wszystko czego chcą. Zawsze na wszystko miały przyzwolenie, niczego nigdy im nie odmawiano, robiły tylko to, na co miały ochotę. Nie potrafią po sobie sprzątać, jedzą co chcą, gdzie chcą i jak chcą, nie mają postawionych żadnych granic ani zasad w codziennym życiu. Dziecko zachowuje się tak, jak pozwala mu się od najmłodszych lat. Problem jednak tkwi w tym, że rodzice bardzo często mylą troskę i dbanie o własne dzieci z bezstresowym wychowaniem.

Problem zaczyna się nagle i bardzo wymownie objawiać gdy zaczynamy czegoś wymagać od dziecka. Dla wielu taką ścianą nie do przebicia jest system edukacji. Na porządku dziennym są opryskliwość i marudzenie, nie akceptacja na odmowę, nieposłuszeństwo i ostentacyjne stawianie swojego punktu widzenia jako jedynego słusznego, a kto się z nim nie zgadza z góry skazany jest na wykluczenie przez takie dziecko, nawet jeśli chodzi tu o osobę nauczyciela. Te zachowania nie pojawiają się znikąd. Jak nie dopuścić do tego by w domu pojawił się taki terrorysta. Jak sprawić by na pierwszym miejscu nie było tylko Ja, Ja, Ja? By taki osobnik nie wpadał w histerię, jeśli choćby najdrobniejsza rzecz nie nie jest po jego myśli.

Łapówki i słowo NIE!

Przestańcie rozpuszczać swoje dzieci. Rozpuszczanie i rozpieszczanie nie są synonimami miłości. Na dłuższą metę takie postępowanie sprawia, że dzieci oczekują iż wszystko jest dla nich i na każde ich zawołanie. Nic im się nie stanie jeśli nie dostaną tego, czego chcą. Największym błędem jest tu dawanie dzieciom „prezentów” byle tylko mieć spokój – telefon, tablet, konsola czy ciuch to najczęstsze rozwiązania. Takie przekupstwo bywa często ostatnią metodą, która działa, gdy wszystko inne już zawiodło. Wystarczy wtedy tylko podsunąć coś atrakcyjnego pod przysłowiowy „nos” i chwilowy spokój gwarantowany.

Jednak to działanie na krótką metę. Nasz „pasożyt” szybko zorientuje się, że dzięki tej metodzie w bardzo krótkim czasie może bardzo wiele zyskać. Jeśli tylko będzie mógł, a tym bardziej jeśli będzie chciał to z premedytacją wykorzysta Twoją słabość. A jeśli nie spełnisz jego żądań to gwarantowaną masz solidną porcję doznań w postaci złości rozładowywanej na Tobie i przedmiotach w zasięgu takiego potwora, płacz i bunt to już tylko deser do głównego dania.

Zapomnij o nagradzaniu dziecka za każdą wykonaną czynność jeśli jest ona czymś naturalnym z perspektywy czasu. Jak długo masz zamiar „klepać” po plecach dziecko za to, że samo się ubrało, samo zjadło posiłek, czy wreszcie posprzątało swój pokój. Wszystko to czynności, które są podstawowymi życiowymi umiejętnościami niezbędnymi do funkcjonowania w dorosłym wieku. Jeśli zapomnisz o tej zasadzie tym trudniej będzie się usamodzielnić Twojemu dziecku jako dorosłej osobie.

Tu największa rola rodziców w nauczeniu dziecka różnicy między słowami „chcę”, a „potrzebuję” oraz w znaczeniu słowa NIE. O ile z rodzicami, często zmanipulowanymi da się pogrywać powyższą metodą, to z potencjalnym pracodawcą już nie – tu stawką jest praca i możliwość utrzymania się. Jeśli nie spełni się określonych wymogów to nie ma pracy, a bez niej płacy. Im wcześniej pojmie dziecko wagę tych słów, tym łatwiej będzie mu w dorosłym życiu.

Fałszywy obraz rzeczywistości

Gdy patrzę z boku na niektórych rodziców mówiących o swoich dzieciach to widać, że puszą się i omal nie pękają z dumy niczym zbyt mocno napompowany balonik. A to, że ich dzieci potrafią sprawnie liczyć i czytać zanim pójdą do szkoły. A to, że ich dziecko chodzi na zajęcia sportowe – szkółka piłkarska, pływanie, jazda konna. Zajęcia muzyczne – śpiew, czy gra na różnych instrumentach. Zajęcia językowe – angielski obowiązkowo plus jeszcze nawet dwa inne języki. Na co to wszystko, w waszym przekonaniu dobre dla dziecka, skoro wasze dzieci często odbierają to jako chore i niespełnione ambicje was samych.

Żeby nie zrozumiano mnie źle. Nie postuluję za tym by nie rozpoczynać nauki we wczesnym wieku. Wręcz przeciwnie jeśli dziecko przejawia uzdolnienia w jakiejś dziedzinie to warto je zachęcić do jej rozwijania, ale nie wolno go do tego zmuszać. Powinna to być zabawa, Twoje wygórowane wymagania wobec dziecka nie powinny zabierać jego dzieciństwa.

Pokaż dziecku czym jest wspomniana wyżej zabawa i jak wiele pozytywnych korzyści i emocji wnosi ona do waszego codziennego życia. Pokaż jak ważne są koleżeństwo i przyjaźń – wartości uniwersalne przez całe życie. To właśnie ich brakuje najbardziej współczesnym dzieciom i młodzieży. Nie nauczeni jak je pielęgnować i doświadczać częściej będą pokazywać swą „ciemną stronę mocy”.

Trzy magiczne słowa

Proszę, dziękuję i przepraszam, bo o nich mowa to słowa, bez których każdy z nas nie wyobraża sobie codziennego funkcjonowania. Czy aby na pewno? Większość dzieci nie potrafi w obecnych czasach okazywać życzliwości. Wdzięczność wobec dorosłych, a tym bardziej wobec swoich rówieśników jest dla nich zjawiskiem obcym i nie znanym. Nie znają tego uczucia.

Pokaż i pomóż dziecku zrozumieć, że większą satysfakcję sprawia dawanie niż branie. Dzieci, które zostały wychowane w takich wartościach o wiele bardziej doceniają choćby te najdrobniejsze gesty wykonywane w ich kierunku i o wiele częściej je odwzajemniają. Częściej także same inicjują je zwłaszcza wobec swoich rówieśników. Świadoma umiejętność dzielenia się tym, co posiadamy uczy także szacunku wobec stanu posiadania i wysiłku włożonego w jego zdobycie.

Niestety współczesne dzieci mają wyższy poziom ego niż szczyt Mount Everestu.  Mieszanka próżności, egoizmu, egocentryzmu, narcyzmu i ekshibicjonizmu. Wystarczy choćby popatrzeć na treści umieszczane w mediach społecznościowych. Zdjęcia wykonywane wszędzie i wszystkiemu, co się da – zwłaszcza sobie, głównie prezentujących własną infantylność. To wysyłamy przynajmniej na Fesbuczka, Insta i Snapa, bo tam największy fejm. Jak już coś opublikowaliśmy, to teraz trzeba sprawdzić co u znajomych, naklikać komentarze, zostawić łapki i serduszka. Potrzeba bycia w centrum uwagi to jedyne, co liczy się teraz dla dzieci. Niestety, a może i stety z czasem życie brutalnie sprowadza takie osoby na ziemię.

Jedyne, co od nich słyszę to tylko – „czemu tak mało?”, „powinienem dostać więcej”, „dlaczego on ma więcej?”. Materializm i chęć brania  to jedyny cel w życiu tych młodych ludzi. Gdzie tutaj miejsce na autorefleksję i zmianę swojego zachowania? Gdzie tutaj miejsce na trzy magiczne słowa – dziękuję, proszę, przepraszam?

Zapamiętaj

Wzorowi rodzice to nie tacy, który zamknęliby dziecko w ochronnym kokonie krainy szczęśliwości. To rodzice, którzy swoim zachowaniem i prowadzeniem dziecka w trakcie jego rozwoju pokażą mu, że czasami spotykają nas porażki. A sytuacje trudne uczą nas radzenia sobie czymś, co nazywamy problemem. Rolą rodzica nie jest robienie wszystkiego za własne dzieci, jego zadaniem jest wspomaganie ich rozwoju, tak aby nauczyły się radzić sobie w prawdziwym życiu.

Brak wpojonych zasad moralnych i dobrego wychowania sprawia, że nie da się normalnie realizować materiału w szkołach, często większość czasu przeznacza się na sprawy wychowawcze. Wagary to nie wina szkoły, a rodziców. Rodzic będzie wmawiał sobie i dziecku, że to szkoła sobie nie radzi. Ja będę twierdził, że jest wręcz przeciwnie, to rodzic sobie nie radzi z własnym dzieckiem. On sam ma jedno, czasem dwójkę dzieci, nad którymi nie potrafi zapanować, a wypomina to nauczycielowi, który musi panować nad całą klasą, często liczącą ponad  25, a nawet więcej niż 30 osób.

Ciągłe ratowanie dzieciakom „skóry” w żaden sposób nie przyczyni się do opanowania niezbędnych umiejętności. Wręcz przeciwnie, sprawi to, że staną się one bezradne wobec najprostszych wyzwań i nie będą chciały w wieku dorosłym nawet pod presją rodziców wyjść ze strefy komfortu. Takie prowadzenie sprawia, że z każdą błahostką lecą na skargę i strzelają focha.

Wiele osób zapomina, że to nie szkoła spłodziła i urodziła dzieci, tylko oboje rodziców jest za to odpowiedzialnych. To na nich spoczywa główna odpowiedzialność za wychowanie potomstwa i wyposażenia go w „miękkie” umiejętności. Szkoła ma za zadanie wspomóc rodzica w tym procesie, a nie go zastępować. Od dawien dawna główną rolą szkoły było, jest i powinno pozostać kształcenie młodego człowieka. Wpajanie mu prawidłowych reguł i zasad ortografii oraz gramatyki, nauka liczenia, czy też tak podstawowych umiejętności jak czytanie i pisanie. To tylko kilka z „twardych” kompetencji, które powinien zdobyć uczeń.

PS Tekst napisany z perspektywy ponad dziesięcioletniej pracy z dziećmi i młodzieżą w szkole jako nauczyciel, wychowawca kolonijny i wolontariusz w różnych organizacjach.