Świdnik Air Festival - dwa dni ciężkiej pracy i genialne zdjęcia - Bielecki.es

Słowem wstępu

Do Świdnik Air Festival przygotowywałem się od 2-3 miesięcy. Obserwowałem, jak rozwija się lista zaproszonych gości i to, kto będzie prezentował się w pokazach dynamicznych. Wszystko to kiełkowało i zapowiadało się naprawdę solidne widowisko. Na 2 tygodnie przed tym wydarzeniem pojawiła się możliwość wejścia w to wszystko i uczestnictwa w tej imprezie jako wolontariusz. Wszystko to dzięki Strefie Historii i temu, że wyszli do nas, jako strzeleckiej braci z taką inicjatywą. Dla niewtajemniczonych dodam, że od 10 lat działam w Jednostce Strzeleckiej 2010 Lublin im. płk. Emila Czaplińskiego.

W poniedziałek poprzedzający pokazy spotkaliśmy się w świdnickim MOK-u, by uzgodnić wszystkie sprawy organizacyjne związane z Świdnik Air Festival. Dowiedzieliśmy się wstępnie jakie zadania będą postawione przed nami, jako wolontariuszami. Przedstawiono nam mapę terenu pokazów oraz wstępnie podzieliliśmy się na zespoły.

Świdnik Air Festival – sobota

Wszystko rozpoczęło się od spotkania przy Aeroklubie Świdnik tuż przed 9 rano. Czyli 3 godziny przed oficjalnym otwarciem bram dla gości tego wydarzenia. Odebrałem ze znajomymi plakietki „mocy” – identyfikator wolontariusza, byłem także w biurze samego aeroklubu po akredytację spotterską, bo i taką udało mi się uzyskać. Po ogarnięciu wszystkiego przy namiocie Strefy Historii – pomoc przy dekoracjach, modelach, a także u naszych sąsiadów ze stanowisk obok można było chwilę odetchnąć.

Dostępny czas udało się zagospodarować na bliższe zapoznanie się z Leopardem 2, czy też innymi pojazdami, takimi jak armatohaubica Goździk, czy też HMMWV – popularnie nazywanymi Hummerami, które prezentowane były na części wojskowej wystawy statycznej. Dwie kolejne ciekawostki, które były w zasięgu ręki to wystawy zabytkowych aut oraz motocykli WSK, często pieszczotliwie nazywanych wiejskim sprzętem kaskaderskim.

Pokazy w powietrzu rozpoczęły się od występu „Wiedeńczyka” – samolotu An-2, który posiada niezwykle interesującą historię, ale o tym każdy chętny może przeczytać w sieci. Zanim Antek wzniósł się na odpowiednią wysokość z desantem skoczków, to w powietrzu pokazała się Wilga, czyli PZL 104. Po desancie skoczków zobaczyć można było jeszcze Cessnę 152 i Stinsona 108.

Mocnym akcentem przed oficjalną przerwą był występ Łukasza Ciepieli w Edge 540, którym bierze udział w serii zawodów Red Bull Air Race, widzom zademonstrował on solidną porcję lotniczej akrobacji. Wielu czekało jednak na zespół Orlik, który na Świdnik Air Festival prezentował się z dolotu. Mimo okrojonego składu w postaci 3 samolotów – pozostałe w remoncie i modernizacji, to nie można było narzekać na to, co działo się w przestworzach.

Ciekawym Wydarzeniem przed oficjalnym otwarciem imprezy był oblot śmigłowca W-3 Sokół w wersji SAR po serwisie w Świdniku, taki lot nie ma z zadanie zademonstrowanie jak najlepszego i najbardziej dynamicznego pokazu w powietrzu, ale sprawdzenie podstawowych właściwości lotnych i zachowania się w powietrzu.

Po przerwie pierwszy w powietrze wzniósł się samolot, który jest repliką RWD-5, którego skrót odnosi się do trzech konstruktorów, który go zaprojektowali ego  Stanisława Rogalskiego, Stanisława Wigury i Jerzego Drzewieckiego. Do dziś samolot ten dzierży tytuł najlżejszego samolotu, który pokonał Atlantyk bez międzylądowania.

Kolejne podczas Świdnik Air Festval zaprezentowały się w powietrzu Biało-Czerwone Iskry. Piloci zespołu korzystają z samolotów TS-11 Iskra. Choć to leciwa konstrukcja, bo jej dziewiczy lot miał miejsce w lutym 1960 roku, a więc niemal 60 lat temu, to nadal świetnie prezentuje się w powietrzu mimo swojego zaawansowanego wieku.

Piloci z PZL Świdnik zaprezentowali swój kunszt pilotażu także na śmigłowcach Mi-2 i SW-4 Puszczyk. Pierwszy z nich to śmigłowiec zbudowany w największej ilości egzemplarzy na świecie, bo blisko w 6 tysiącach. Drugi to konstrukcja własna zakładów w Świdniku, która z gracja porusza się w powietrzu – zwłaszcza we właściwych rękach.

 

Wśród kolejnych atrakcji były Zespół Pilotażowy CELFAST, korzystający z samolotów Morane Rallye oraz kanarkowo żółty T-6 Harward. Świetny pokaz dali piloci zespołu 57-my Gyrocopters Team, wykonujący tylko z pozoru banany podniebny taniec.

Większość widzów niewątpliwie czekała na podniebny pokaz mistrza akrobacji lotniczej Artura Kielaka z grupy Full Force w towarzystwie samolotu Yak-3U. Każdy, kto choć raz widział tego „gościa” w powietrzu wie, że jest to latanie na poziomie unlimited.

W początkowej fazie pokazu małemu i niesamowicie zwrotnemu XA-41 towarzyszył większy i dostojnie prezentujący się w powietrzu Yak-3U – duże prędkości i piękno maszyny w locie sprawiały duże bardzo pozytywne emocje. Solo na Kielaka to już najwyższa półka podniebnej akrobacji. Zapewniam Cię nawet najlepsze zdjęcia nie są w stanie oddać tego, co widzisz gdy zadrzesz głowę do góry.

Pominę pozostałe „kruszynki i łupinki” prezentujące się w powietrzu i skupię na pokazie, a właściwie dwóch, które wizualnie przyćmiły nawet Full Force Team. Miały ku temu solidną pomoc w postaci zachodu słońca, który stworzył fenomenalną oprawę całego spektaklu. Flyings Bulls Aerobatics Team, to czeska grupa 4 pilotów, którzy latają na samolotach XA-42. Loty w ciasnym szyku i pilotaż indywidualny to naprawdę solidne atuty tej grupy. Podniebne ewolucje zakończył nocnym pokazem z „krzesaniem” iskier Marek Choim na Extra 33 S.C.

Niedziela – tłumy i (prawie) powtórka z rozrywki

Na lotnisku ze znajomymi byłem tuż przed 9 – godzinę przed otwarciem bram. Sprawdziliśmy czy wszystko w naszym namiocie jest na miejscu i mogliśmy jeszcze na spokojnie podejść ponownie do „statyka” Wojsk Lądowych. Sam skorzystałem jeszcze z dwóch ciekawych opcji. Pierwsza była przy namiocie Full Force Team ich partner FiN udostępnił dla odwiedzających Świdnik Air Festival symulator skoku spadochronowego. Nie byłbym sobą, gdybym nie skorzystał i wirtualnie nie wyskoczył z samolotu. Powiem szczerze dziwnie się leciało ale bardzo przyjemnie, a system wirtualnej rzeczywistości solidnie oszukuje mózg i błędnik.

Druga okazja to punkt z trampolinami, tu także nie mógłbym sobie odmówić solidnej porcji zabawy. A powody do tego były co najmniej trzy. Pierwszy – nawet jeśli odwiedzam znajomych i mają trampoliny ogrodowe to są to „maluchy” o średnicy często niewiele większej niż 2 metry. Ta, na której skakałem miała ponad 4 metry średnicy, co już daje duże bezpieczeństwo. Drugi powód – często na blogu wspominam, że jestem nauczycielem i to WF-u, to już samo przez się zachęcało do wykonania kilku skoków. Trzeci wiąże się mocno z poprzednim – posiadam specjalizację z gimnastyki sportowej, a przez to salta w przód, w tył i inne podobne harce nie są mi obce na takim sprzęcie.

W powietrzu zasadniczo zaprezentowali się tego dnia wszyscy z małymi odstępstwami od tej reguły. Był ktoś więcej, bo Extra 330 z zespołu Żelazny we wspólnym pokazie z szybowcem akrobacyjnym MDM-1 Fox. Zabrakło z kolei Łukasza Ciepieli z jego Edge 540. Dlatego ograniczę się w tej części do zaprezentowania Wam kilku zdjęć z tego dnia.

W przerwie między pokazami ponownie nieco pozwiedzałem płytę i ponownie zajrzałem do namiotu Full Force Team, gdzie był Artur Kielak.  Można było chwilę porozmawiać, zrobić wspólne zdjęcie. Mówiąc wprost – świetna okazja by poznać nieźle zakręconego człowieka. A po tym, co pokazuje w powietrzu, to kręci nim i to całkiem solidnie.

Pokazy w powietrzu zakończyły się nieco po 16.30. Dosłownie po chwili rozpoczął się armagedon. Spokojnie nie na płycie lotniska, ale na parkingu, bo w jednej chwili kierowcy około 2 tysięcy aut, które tam stały chcieli opuścić imprezę przez jedną bramę. Pomogliśmy służbie porządkowej ogarnąć temat, bo wielu kierowców zajeżdżało drogę innym, uważając, że to oni są najważniejsi.

Plusy wydarzenia

Pierwszy i najważniejszy to wcale nie będzie organizacja wydarzenia, choć po części się to tu mieści. Najlepszą rzeczą na Świdnik Air Festival był informator. Świetnie skrojony z najważniejszymi informacjami o imprezie. Rozpiska, kto i kiedy występuje, plus solidna porcja informacji o solistach i grupach prezentujących się w powietrzu. Kawał solidnej roboty, oby częściej spotykało się podpowiedzi w takim wykonaniu dla gości tego typu imprez.

Zaproszeni goście to kolejny atut Air Świdnik Festival. Ktoś, kto spodziewał się tu tylko maszyn wojskowych mógł poczuć się bardzo rozczarowany, bo w powietrzu mógł zobaczyć tylko zespoły Biało-Czerwone Iskry oraz Orlik. Za to fani klasyków oraz akrobacji lotniczej na najwyższym poziomie mogli być w pełni usatysfakcjonowani. Artur Kielak, Łukasz Ciepiela czy też Flyings Bulls Aerobatics Team wykonali bardzo agresywne pokazy w pełni pokazujące możliwości swoich małych i niepozornych z wyglądu maszyn.