Runmaggedon Warszawa - błoto, pot i satysfakcja - Bielecki.es

Długie przymiarki

Powiem Wam, że od dłuższego czasu (chyba ze dwa lata) korciło mnie na start w ekstremalnym Runmaggedonie. Ale jakoś tak nigdy nie było okazji, by się zgłosić, albo towarzystwa do wspólnego biegania. Szansa przyszła sama nieco ponad 2, może 3 miesiące temu. Do startu namówił mnie Mariusz – kilka razy już o nim wspominałem przy okazji cyklu „4 dychy do maratonu”, w którym razem startujemy. Jednak zanim pojawiliśmy się na starcie Runmaggedon Warszawa, to ja wystartowałem wcześniej w II Lubelskim Biegu Nieustraszonych, by zrobić sobie małe przetarcie i przekonać się na własnej skórze, o co chodzi w biegach z przeszkodami.

Runmaggedon Warszawa

Foto Fair Play Plus. fot. Magda Głowala

Wybór

Choć regularnie startujemy we wspomnianych „dychach” i innych biegach, to w przypadku Runmaggedon Warszawa zdecydowaliśmy się na start w formacie Rekrut. Może nie wydaje się to wielkim wyzwaniem bo trasa liczy około 6 km, ale 30 przeszkód znacząco zmienia postać rzeczy. Wybór z premedytacją na sprawdzenie się i nie przeholowanie. Kolejny start może już w formacie Clasic 12 km i 50 przeszkód.

Runmaggedon Warszawa

 

 

W drodze na start

Do Warszawy wyruszyłem w piątek zaraz po pracy, a że wcześnie kończyłem, to w stolicy zameldowałem się kilka minut po 16. Zdążyłem zajrzeć w kilka miejsc, spotkać z bliską mi i pozytywnie zakręconą osobą w postaci Oliwii, a na koniec dnia z bratem. Pierwotny mój plan zakładał dojazd do Nowego Dworu Mazowieckiego pociągiem, gdzie odbyć się miał Runmaggedon Warszawa. Poranne sprawdzenie map pogodowych zweryfikowało nasze założenia i jednak wybraliśmy jako środek transportu auto. Szybko okazało się, że to był dobry wybór, bo po drodze zaliczyliśmy dwie solidne burze, a w bagażniku mieliśmy wrzucone niemal wszystko, co pozwoliłoby przetrwać niemal każdy kataklizm.

Hahaha Runmaggedon Twierdza Modlin wzywa – jedno jest pewne będzie mokro . 😁💪#runmaggedon

Opublikowany przez Bielecki.es 26 maja 2018

Pakiet startowy

To długa i kręta historia – dosłownie. Na miejscu byłem około 11.15. Mariusz był już przed 9, bo syna zapisał do udziału w Runmaggedon Kids i start miał zaraz po 10, pozwoliło mu to odebrać startówkę w naprawdę komfortowych warunkach. Gdy skierowałem się do białego namiotu biura zawodów to naprawdę było już „niewesoło”. We wnętrzu gwar, tłok i kilkaset osób po odbiór startówek. Po drodze należało wypełnić ankietę, dać się zweryfikować, odebrać pakiet, by w końcu pozwolić sympatycznym dziewczynom napisać czarnym markerem na własnym policzku numer startowy. Gdy wyszedłem po ponad 45 minutach z namiotu, to zobaczyłem już długą kolejkę ciągnącą się przed wejściem do biura zawodów i nareszcie spotkałem się z Mariuszem.

Runmaggedon Warszawa

 

Oczekiwanie

Sporo czasu spędziliśmy pod parasolami pewnego browaru dyskutując o samym starcie i nie tylko. Wszystko to było spowodowane niemal ciągłymi opadami deszczu. Była nas w sumie szóstka, bo ja z bratem Pawłem, a Mariusz z żoną Anią i dwoma synami. Tak więc chwilami było naprawdę wesoło. Gdy w końcu nieco się rozpogodziło poszliśmy z Mariuszem na mały rekonesans, by zobaczyć, co nas czeka choćby w samej bliskości startu i mety.  Powiem wam szczerze, od razu dostrzegliśmy kilka problematycznych przeszkód. Ale, co to dla nas – nie ma przeszkód nie do pokonania.

Po jaką cholerę ja się na wszystko pisałem!!!Bo mi się jeszcze chce!!!Z Mariusz Mroczkowski

Opublikowany przez Bielecki.es 26 maja 2018

Start!

A właściwie to rozgrzewka. Chyba tradycją większości imprez tego typu jest wspólna rozgrzewka przed startem. I bardzo dobrze, bo warto pobudzić swój organizm przed takim wysiłkiem. Już przed wystrzałem startera na własne barki trzeba było wziąć worek z piaskiem. I to z nim wyruszało się na trasę robiąc małą „pętlę” przez leżące opony i pod drutem kolczastym, po kilkuset metrach i po odłożeniu worka wybiegało się na właściwą trasę. Już po chwili czekała na nas solidna ścianka – na tego typu przeszkodach umówiliśmy się, że ja idę pierwszy bo jestem cięższy i Mariusz mnie podsadza, a ja go potem wciągam na górę. Odwrotna operacja raczej by nie przeszła pozytywnej weryfikacji, z racji znacznej różnicy wagi między nami.

Runmaggedon Warszawa

Co ciekawe już po kilkuset metrach w butach masz pełno wody i błota, ale tak naprawdę całkowicie nie ma to znaczenia, bo o tym nie myślisz i w ogóle Ci to nie przeszkadza na trasie. Nie będę się rozpisywał o wszystkim, co nas spotkało na trasie, której zarys widzisz poniżej z mojego Polara. Wspomnę tylko o ciekawszych przeszkodach, które na trasie postawił organizator. Bo tak naprawdę najwięcej ich było w okolicach startu i mety, zdarzały się dość długie odcinki biegowe, także wewnętrznymi korytarzami Twierdzy Modlin.

Runmaggedon Warszawa

Na trasie było kilka ścianek różnego rodzaju od tej typowej strażackiej – tylko znacznie wyższej, przez z opon, po łańcuchową. Najciekawszą była jednak ta mieszana, gdzie do połowy była klasyczna, a powyżej z kręcących się rolek. Dwukrotnie na trasie były opony, w pierwszym przypadku należało je przetoczyć, a w drugim przeciągnąć płasko leżące na ziemi. Sporo czołgania pod drutami kolczastymi, walcami z opon, a nawet pod ciężarówką Kraz. Równoważnie, podciągania na linach, dużo wody w postaci wielkiego rowu, kontenerów z wodą i lodem, czy też tej lanej na trasie przez strażaków z węży. Bieganie z drewnianą belką, czy też rzuty do celu stalową kulą, którą kulomioci zazwyczaj miotają na zawodach lekkoatletycznych.

Runmaggedon Warszawa

Wspomnę jeszcze o samej końcówce biegu, o ile początek miał dać „popalić” głównie nogom przez wiele zejść i podejść o znacznej różnicy wysokości, to końcówka dawała wycisk w szczególności rękom. Po kontenerze z wodą i lodem, dłonie miały co robić. Ciąg przeszkód przed metą rozpoczynała konstrukcja, na której przemieścić się należało zmieniając chwyt dłońmi. Wszystko było podwieszone na łańcuchach, a pierwszym z trzech elementów była rurka, następnie kółka gimnastyczne, zwieńczeniem były natomiast stalowe kule. Po tym elemencie, było coś, co porównałbym do wysokiego, bo około 5 metrowego ołówka podwieszonego od góry, na który należało się wspiąć. Ostatnie 3, a właściwie 4 przeszkody  to podwójny „walec” z opon, opony podwieszone na łańcuchach i wieża ponownie z opon. Po wszystkim już tylko małe czołganie i kilkadziesiąt metrów do mety. 

Runmaggedon Warszawa

Przekraczając linię zwycięstwa

Na mecie każdy otrzymał medal i bandanę z formułą startu, w której uczestniczył. Po przysłowiowej „5” z Mariuszem i innymi uczestnikami na mecie, skorzystaliśmy z chwili sławy pozując na ściance. Bo każdy, kto ukończy to zmaganie jest tu zwycięzcą. Nie chodzi o wynik, o te walczą najlepsi i to tylko w jednej serii startowej. Dla 99% uczestników Runmaggedon i podobnych imprez to wyzwanie, przygoda i szansa na sprawdzenie siebie, czy też pokonanie z pozoru niemożliwych barier.

Runmaggedon Warszawa

Runmaggedon Warszawa

Ten start uważam za naprawdę udany. Mimo wielu przeszkód tych dosłownie na trasie, jak i pogodowych, bo i ona nie rozpieszczała startujących. Ulewne opady deszczu wstrzymały dwie rundy i spowodowały przesunięcie większości startów o pół godziny, dodatkowo rozmiękczyły trasę podnosząc poziom jej trudności. Trasa, która pierwotnie miała mieć 6 km, miała nieco ponad 8. Pozytywnie minie to zaskoczyło i motywowało do walki, po krótszej niż zapowiadana trasa w II Lubelskim Biegu Nieustraszonych. 

Runmaggedon Warszawa

Czy wystartuję kolejny raz? Oczywiśie!!! Już w tym momencie z Mariuszem planujemy w przyszłym roku zdobyć Koronę Runmaggedonu. Może porwiemy się na Weterana, ale to już dużo większe wyzwanie. Dużo także zależy od dostępnego czasu, niewątpliwie jednak podejmiemy wyzwanie na kilku trasach.