VI edycja biegu Tropem Wilczym - Bielecki.es

Długa chwila zawahania

Nie tak dawno – 2 tygodnie temu uczestniczyłem w nocnym biegu – Trzecia Dycha do Maratonu. Wynik może nie był imponujący, ale sam bieg odbił się mocno na moim zdrowiu w dwojaki sposób. W gardle sucho i kaszel, a z nosa lało się wręcz wiadrami, dwa przeciwieństwa które utrudniały mi życie w ostatnich kilkunastu dniach. Dlatego długo się zastanawiałem czy wziąć udział w biegu Tropem Wilczym. Ostatecznie na początku minionego tygodnia zapisałem się i nie żałuję tego.

www.maraton.lublin.eu

Rys. www.maraton.lublin.eu

W Ogrodzie Saskim

Trasa biegu Tropem Wilczym zaplanowana była w najbardziej reprezentacyjnym lubelskim parku miejskim – Ogrodzie Saskim. Choć o tej porze roku nie wygląda on zbyt atrakcyjnie, to latem można przebywać w nim godzinami. Dziś cały przykryty był cienką warstwą śniegu, tylko ścieżki dla spacerowiczów były czyste od niego, ale dość mocno zapiaszczone. Bieg miał przewidziane dwie długości – pierwsza 1963 metry, druga była trzykrotnością podstawowej pętli i wynosiła 5889 metrów.

Tropem Wilczym

Bieg miał się rozpocząć punktualnie o godzinie 12. W Ogrodzie Saskim pojawiłem się 1,5 godziny przed startem, by na spokojnie zapoznać się z trasą. Z fotograficznego punktu widzenia to miejsce znam doskonale, ale nie dane było mi do tej pory biegać w tym miejscu. Spokojne obejście ścieżek pozwoliło mi się zapoznać z ukształtowaniem trasy, a zapewniam poprowadzono ją w taki sposób aby nie ułatwiać życia biegaczom i nawierzchnią, bo ta także była zmienna – od asfaltu, przez drobną kostkę granitową, żwir, a nawet fragmentami śnieg.

Tropem Wilczym

Przed startem tradycyjnie w biegach organizowanych przez Fundację Rozwoju Sportu w Lublinie miejsce miała rozgrzewka. Przy skocznej muzyce wszyscy uczestniczy podnieśli temperaturę ciała i tempo pracy serca. Na minutę przed rozpoczęciem biegu wszyscy udali się na linię startu. Po wystrzale startera, na trasę ruszyło około 600 osób, a finalnie ukończyło 525.

Tropem Wilczym

Po przejściu trasy i przy moim stanie zdrowia obstawiałem początkowo wynik w granicach 45 minut – tak 45 minut na niespełna 6 km (wybrałem dłuższy dystans). Po pierwszej pętli wiedziałem, że realne jest zejście poniżej 40 minut. Trasa była bardzo urozmaicona, jak na centrum dużego miasta – nieustannie w górę i w dół  z niewielkimi płaskimi fragmentami, wyjątkiem był tu kilkuset metrowy odcinek z bardzo delikatnym spadkiem, który pokonywany był równolegle do Al. Racławickich.

Finalnie udało się uzyskać 37 min. 22 sek. Dużym problemem dla mnie oraz, jak widziałem także dla wielu innych osób na trasie były dwa miejsca. Na pierwszym kilometrze był stromy zbieg, na którym nawierzchnia wyłożona była małą granitową kostką, w dodatku solidne zapiaszczoną. To sprawiło, że trzeba było bardzo uważać w tym miejscu. Drugi punkt z problemami to najdłuższy podbieg na na trasie, który umiejscowiony był zaraz za wspomnianym zbiegiem. Bieg udało się ukończyć bez żadnego urazu, tak więc osiągnięty został sukces.

Przede mną kolejne nie tylko lubelskie inicjatywy biegowe. Do rozpoczęcia wakacji szkolnych, czyli końcówki czerwca w planie mam ich 8, czyli średnio niemal 3 w miesiącu.

Podobne Posty