Pierwsza dycha do maratonu - mogło być lepiej - Bielecki.es

Pierwsza dycha – prawie życiówka

Ocenę mojego startu piszę popijając dobre piwko z Browaru Cornelius. Z Bananowym miałem już do czynienia, ale raczej wybuchowe. Pomaga mi się odprężyć i już na pełnym luzie podejść do oceny biegu – Pierwsza dycha do maratonu. Wracając do biegu – uczestnictwo w całym cyklu jest jednym z moich celów, jakie sobie postawiłem do realizacji w walce z moim ciałem. Do samego biegu podszedłem w sumie z marszu. Nie było praktycznie żadnych przygotowań biegowych. Wybrałem tym razem rower i 2 treningi tygodniowo po około 50 kilometrów. Plus to co przepracowuję w szkole „dokuczając” moim uczniom na zajęciach. Wyszło jak wyszło – czas netto 1.04.39 – szału nie ma, ale jak na stan mojego organizmu jestem bardzo zadowolony.

Ustawka

Pierwsza dycha od początku była zaplanowana jako bieg z dwójką moich dobrych znajomych. Paweł niestety odpadł przez kontuzję kolana, Artur z kolei planował spokojny bieg, bo praca nie pozwoliła na właściwe przygotowania do startu. Z Arturem spotkaliśmy się już przed godziną 11, a on sam pojawił się z kolejnym wspólnym znajomym – Mariuszem. Około 60 minut przed startem rozpoczęliśmy przygotowania do rozgrzewki, a same ćwiczenia nieco później. W między czasie spotkałem kilkoro znanych mi „twarzy”, z którymi zamieniłem po kilka słów przed właściwym biegiem,  Zajęliśmy stosowne miejsce w grupie startujących w przedziale czasowym 55 minut. Nie celowaliśmy za ostro zwłaszcza, że żaden z nas nie przygotowywał się na serio do tego biegu. Dodatkowo w piątek oddałem 450 mil krwi w Wojskowym Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa i organizm był osłabiony.

pierwsza dycha

Fot. powyżej oraz główne – Łukasz Dudkowski

Prawie umarłem

Bieg, jak to bieg. To tylko teoretycznie zasuwanie na nogach. Pierwszy kilometr poszedł bardzo sprawnie – było z górki. Kolejne już raczej płasko, tylko na 8 i 9 kilometrze czekały na umęczonych już biegaczy dwa dosyć mocne podbiegi. Już przed 2 kilometrem znajomi zaczęli powoli zostawiać mnie w tyle. Na początek kilka metrów, potem kilkanaście, a w końcu straciłem ich z oczu. Pobiegli swoim tempem i dobrze. Ja niestety byłem widocznie za słaby po „krwawej” donacji. Na 3 kilometrze miałem chwilę zwątpienia i przez dłuższy czas chciałem zejść z trasy.

pierwsza dycha

Fot. www.maraton.lublin.eu

Gdy dobiegłem do 5 kilometra wiedziałem, że już nie odpuszczę – choć kryzys nadal mocno trzymał. W tym momencie odpuścić to była by już porażka totalna. Punkt z wodą i odżyłem – jeden kubeczek wypiłem, cztery wylałem na głowię. Co prawda nie przyśpieszyłem, ale schłodziłem swoją rozpaloną od słońca czaszkę i pod „kopułą” od razu zaczęło lepiej pracować.

biegowa przygoda

Fot. RunVenture – Biegowa Przygoda – Dzięki za „kopniaka” z pozytywną energią!

Bo bieg na dystansie to przede wszystkim głowa, gdy ona zaczęła dobrze funkcjonować to kryzys pożegnałem jak za pstryknięciem palców.  Czekały mnie jeszcze dwa wspomniane wcześniej podbiegi, ale to już był pryszcz. Po przekroczeniu linii mety miałem niesamowitą satysfakcję, choć sam wynik nie powalał. Po biegu zaczepił mnie Łukasz i zapytał o ocenę biegu – odpowiedziałem szczerze, a on umieścił kwintesencję naszej rozmowy w podsumowaniu biegu w Dzienniku Wschodnim – Pierwsza dycha do maratonu.

To jeszcze nie koniec

Po biegu z Arturem udaliśmy się do Klasztoru Bernardynów w Lublinie na festyn rodzinny, gdzie zaprosił nas o. Radomił. Na miejscu czekali na nas znajomi z Jednostki Strzeleckiej 2010 Lublin im. płk. Emila Czaplińskiego, gdzie pełnię rolę zastępcy dowódcy Jednostki. A wspomniany o. Radomił jest naszym kapelanem. Przygotowaliśmy dla widzów pokaz składający się z trzech elementów: przeszukanie pojazdu, zatrzymanie osoby  niebezpiecznej oraz pokaz combat.

Po wszystkim siedząc na schodach w zacnym gronie – o. Radomił, Artur, Konrad i ja – przegryzając mięsiwo z grilla, popijane colą rozmawialiśmy przez ponad godzinę na „bardzo” filozoficzne tematy – mając przy tym niezły ubaw. Powiem wam w tajemnicy – o. Radomił to człowiek z największym poczuciem humoru na świecie oraz żelaznym uściskiem dłoni. To najlepszy przykład, że mając na sobie habit nie trzeba wcale być nudziarzem.

Bardzo obszerna galeria z biegu – Pierwsza dycha do maratonu – RunVenture – Biegowa Przygoda

Podobne Posty