Druga dycha – lepiej niż ostatnio

Nie mogło by się obyć bez tego, że ocenę mojego startu piszę popijając dobre piwko. Dziś American India Pale Ale z Browaru Amber. Czemu akurat piję piwo po dużym wysiłku fizycznym możecie przekonać się tutaj – Piwo – 20 nie tylko medycznych powodów dla, których warto go pić!. AIPA to piwo o znacznej goryczce, co nie oznacza, że sączę je sobie przez gorycz porażki. Druga dycha do maratonu była lepsza od pierwszej o całe 38 sekund. Dużo i niedużo jednocześnie. Wracając do biegu – kontynuuję cykl, który składa się na 4 kolejne starty. Do samego biegu nie przygotowywałem się wcale – tylko to, co przepracowuję w szkole „dokuczając” moim uczniom na zajęciach. Czas netto 1.04.01 – może niezbyt ambitnie jak na mnie, ale nie chciałem przesadzić na jednym z podbiegów i wyszło ostatecznie wolniej niż się spodziewałem, ale o tym nieco więcej za chwilę.

druga dycha

Załoga

Nie ma to jak biec w dobrym towarzystwie. Z poprzedniej ekipy zostali Artur i Mariusz, pomyślicie mało – ale liczy się jakość, a nie ilość. Znamy się ładnych parę lat i dobrze się wzajemnie motywujemy. Do poprzedniego startu rozgrzewaliśmy się samodzielnie, tym razem skusiliśmy się na wspólną rozgrzewkę dla wszystkich uczestników. Plus solidna dawka ćwiczeń rozciągających indywidualnie. Na starcie zdziwiliśmy się, że jest trochę mało ludzi, ale było to tylko złudne wrażenie. Sklasyfikowanych zostało 1410 biegaczy. Start tradycyjnie wspólnie, ale Mariusz już przy stadionie Arena Lublin dał nam znać, że biegnie nieco szybciej niż ja i Artur. Z kolei Artur przyśpieszył przed 3 kilometrem. Resztę biegu spędziłem sam – może nie do końca sam, bo z innymi biegaczami wzajemnie się motywowaliśmy na trasie.

Trasa

Druga dycha do maratonu przebiegła tak naprawdę tylko dziewięcioma ulicami. I tylko pozornie wydawała się łatwa. Początek to obiegnięcie Areny Lublin, dopiero potem biegacze wyruszyli na „miasto”. Początek płasko, następnie na Jana Pawła długi ale bardzo delikatny podbieg. Po 2 kilometrze myślałem, że się zagotuję – dosłownie. Ciało się przegrzewało, ale z czasem było już tylko lepiej. Filaretów początek w dół, a następnie między 5 a 6 kilometrem niemal na całej długości stromy podbieg. To właśnie tej części się obawiałem najbardziej – było nieco lżej niż się spodziewałem. Zana, Nadbystrzycka i kolejne ulice to 3 kilometry biegu w dół. Dopiero na 9 kilometrze był trzeci podbieg i ostatnie metry do finiszu na stadionie Arena Lublin.

druga dycha

Fot. www.maraton.lublin.eu

Małe post scriptum

Odpoczywając po biegu i zajadając się makaronem z sosem bolońskim dyskutowaliśmy sobie o starcie. Niestety Artur z Mariuszem wywierali na mnie presję bym do kolejnej dychy nieco potrenował. Trzeba się zmusić do treningów – czasu jest sporo, bo prawie 3 miesiące. Kolejny start to 11/12 lutego i będzie to nocny bieg po ulicach Lublina. Czemu by ponownie nie zawalczyć o czas poniżej 1 godziny?

Relacja z pierwszego biegu – Pierwsza dycha do maratonu – mogło być lepiej

Podobne Posty

  • gratuluję! 😀 świetna relacja 🙂 trzymam kciuki za pozostałe dyszki i oczywiście żeby nie zabrakło Ci w lodówce złotych trunków! <3

    • Nie tylko złotych trunków Ci u mnie dostatek – wszak piwo nie musi być tylko złociste. 😉 Co do „dyszek” – za cel postawiłem sobie zrobić cały cykl. Połowa za mną, teraz już tylko z górki. 😉

  • Gratulacje! 🙂 Ja w biegach zbiorowych brałam udział raz i uznałam, że to totalnie nie dla mnie. Dlatego zawsze podziwiam tych, którzy startują i jeszcze odnoszą sukcesy 🙂

    • Dla mnie to przede wszystkim satysfakcja, nie startuję dla wyników – tylko dla endorfin. 😉

      • Ja bardzo nie lubię biegać w tłumie. Stresuje mnie to maksymalnie nie wiedzieć dlaczego.

        • A ja to lubię, czasami trafia się naprawdę ciekawy kompan na trasie, który potrafi dać pozytywnego kopa. W poprzedniej dyszce był chłopak prowadzący fanpage – RunVenture – Biegowa Przygoda. Miałem kryzys na 3 km pierwszej „dychy”, nagle podbiega do Ciebie facet z lustrzanką, z wielkim bananem na ustach i pyta się czy może sobie strzelimy razem selfie, dziękuje, życzy powodzenia i zaczepia kolejną osobę. Nawet nie wiesz jak nawet tak niepozorna rzecz może pomóc na trasie.

          https://uploads.disquscdn.com/images/048f0eed9afa6d10087f6b411b9348aafc8469ac2f2333d986b10f2d56707e2e.jpg

  • Super, gratulacje! A najfajniejsze w tym wszystkim jest to, że biegasz po prostu dla satysfakcji, a nie dla życiówek, czy innych wyników. Masz z tego radochę i to jest świetne.

    • Chodzi o to by coś robić dla siebie z przyjemności a nie z przymusu. 😉

  • Gratki! Ja się zbieram i może się do przyszłego roku zbiorę. Na razie wziąłem się za ogólne ćwiczenia, które mogę wydusić w domu, a które olewałem przez ostatnie kilkanaście lat 🙂
    Na chwilę obecną chyba bym kilometra nie przebiegł…

    • Andrzej sam robiłem 3 ostatnie „dychy” bez przygotowania. 😉

      PS Jeśli chcesz nieco ćwiczeń, które można wykonywać w domu to polecam zajrzeć na fanpage Man’s Health https://www.facebook.com/MensHealth/videos/

      • Nie porównuj nauczyciela WFu do grafika, który wychodzi z domu raz na tydzień 🙂

        • Oj tam, oj tam 😉 W niedzielę był pełny przekrój – od wyczynowców, po pełną amatorkę. Młodzi, starzy, panie i panowie, szczupli i z piwnym brzuszkiem takim jak ja. Szanse ma każdy, tylko trzeba spróbować – kolejna „nocna 10” startuje o godz. 22 – 11 lutego, jest sporo czasu by się przygotować. 😉

          http://www.maraton.lublin.eu/cztery-dychy-do-maratonu/trzecia-dycha-do-maratonu/informacje

          • OK, przekrój przekrojem, tylko tu chodzi o kondycję a w moim przypadku jej brak. W bieganiu i chodzeniu zawsze byłem dobry, ale odkąd mam pracę przy komputerze, diametralnie się to zmieniło. Teraz nad tym pracuję, ale jeszcze zdecydowanie za wcześnie, żebym ruszył. Po prostu padłbym przed pierwszym kilometrem.

            W dodatku doszło mi przeziębienie i jutrzejsze targi stoją pod znakiem zapytania 🙁

            W lutym będę miał szanse chociaż ukończyć (co jest za ostatnie miejsce?). O ile znowu się nie rozchoruję.

          • Nie liczy się miejsce, które zajmiesz tylko satysfakcja po biegu. 😉 Teraz w kategorii open byłem 1349, na ponad 1400 sklasyfikowanych biegaczy. Ja nie mam parcia na wynik, z resztą 1.04.01 to nie jest ambitny czas. 😉 Każdy kto ukończy dostaje pamiątkowy medal – 4 tworzą komplet, po ich odwróceniu powstaje jeden duży obraz. Po każdym biegu są także losowania nagród wśród wszystkich uczestników biegu.

            PS Co do targów ja już dziś się na nie wybieram. 😉

          • No i w lutym będzie szansa, że je chociaż ukończę. Dzisiaj takiej szansy nawet nie ma. Co więcej dzisiaj jest jakiś dziwny dzień. Nie dość, że wszyscy porządnie zaspaliśmy to jeszcze moje typowe ćwiczenia sprawiają mi więcej trudności niż wczoraj. Ledwo udało mi się zrobić założoną serię. Coś wisi w powietrzu?

            Na targi chce jutro pójść, chociażby, żeby spotkać się z Tobą i kilkoma innymi osobami, z którym się umówiłem. Ale cały czas smarkam i kaszlę. I tak dobrze, ze tydzień temu udało mi się zaliczyć TEDx, bo już od piątku coś mnie brało. Chyba się wtedy doprawiłem.

          • A mi TEDx jakoś umknął w całym ferworze biegania, bloga i pracy. Szkoda bo jak potem przeglądałem tematykę to tylko żałować, że się tam nie było.

          • Szykuj się za rok!

  • Gratuluję 🙂

  • Nina Kurzyna

    proszę, zmobilizuj mnie za rok żebym pobiegła te 4dychy.. 🙂

    • W połowie Lutego jest 3 dycha do maratonu, sam zacząłem od 4 czyli ostatniej z poprzedniej serii. 😉

      • Nina Kurzyna

        nie lubie zaczynać czegoś tak z d.py 😉