Czwarta dycha do maratonu - życiówka!!! - Bielecki.es

Miało być jak zawsze

Stała ekipa Artur, Mariusz i ja oraz okolice pełnej godziny na finiszu i wola nie przewrócenia się po przekroczeniu linii mety. A jak było w rzeczywistości? Dużo, dużo lepiej niż się spodziewałem. Jeśli czytaliście relację z Pierwszej dychy to wiecie, że zrobiłem kretyńską z perspektywy czasu rzecz. Mianowicie dwa dni przed startem poszedłem do centrum krwiodawstwa, oddać krew. Mocno odbiło się to na mojej kondycji fizycznej na trasie – na 3 km miałem ochotę zejść, w takim byłem stanie. Jednak wtedy ktoś dał mi pozytywnego kopa, ale o tym będzie w dalszej części tekstu. Czwarta dycha do maratonu z założenia także miała być spokojnym biegiem i takim była, ale z całkowicie innego powodu.

czwarta dycha

Fot. www.maraton.lublin.eu

Czwarta dycha do maratonu – w końcu sukces

Z poprzednich wrzutek na Fejsa i wpisów mogliście się dowiedzieć, że tydzień poprzedzający bieg spędziłem w Toruniu. Teraz już oficjalnie mogę powiedzieć co tam robiłem. Uczestniczyłem przez 5 dni, od 3 do 7 kwietnia w Centrum Szkolenia Artylerii i Uzbrojenia na 3 Szkoleniu instruktorsko-metodycznym dla nauczycieli klas mundurowych. Zobowiązania zawodowe także nie pozwoliły się wcześniej w odpowiedni sposób przygotować do startu. Tak więc w równym stopniu obawiałem się tego startu tak jak Pierwszej dychy. Zwłaszcza, że biegi te miały identyczną trasę. Jak się skończyło? Świetnie, bo na mecie według oficjalnego pomiaru czasu było 00:54:59.

Pod pełna kontrolą

Czwarta dycha do maratonu miała z założenia być w pełni kontrolowana i jak wspomniałem taka była. Wynik z Pierwszej dychy – 01:04:39 został poprawiony na 00:54:59, czyli blisko o 10 minut. Tak dużego progresu się nie spodziewałem – ja sam, Artur biegający regularnie w okolicach 55 minut, a tym bardziej Mariusz – najszybszy z nas, celujący zazwyczaj najbliżej jak się da 50 minut na tym dystansie.

Wystartowaliśmy spokojnie ze strefy 55′, po przekroczeniu linii startu uruchomiłem Polara i kontrolowałem to, co się działo w czasie biegu. Mariusz oderwał się od nas już przed końcem 1 kilometra. Dalej z Arturem biegliśmy razem do niemal 9 kilometra, kiedy to postanowił przyspieszyć na zaporze i ostatnim podbiegu.  Przez niemal cały bieg utrzymywaliśmy tempo na poziomie 1km/5,30min.

czwarta dycha

I tutaj doskonale sprawdził się wspomniany Polar, który ma funkcję podawania średniego tempa z ostatniego kilometra. Przez początkowe 3 km uważaliśmy, że za szybko biegniemy. Jednak po minięciu kolejnej kilometrówki postanowiliśmy utrzymać to tempo do samego końca. Cel został osiągnięty z dużą nawiązką. Wynik z jesieni na tej samej trasie poprawiłem o blisko 10 minut, a życiówkę na 10 km o blisko 4 minuty.

Co dalej?

Niewątpliwie będę czekał na kolejny sezon dych do maratonu, w międzyczasie kolejne biegi na mniejszych dystansach. Być może jakiś bieg z przeszkodami. Rozpoczynam także dojazdy do pracy rowerem, co pozwoli na dalsze podnoszenie wytrzymałości i zrzucenie nieco wagi, bo dystans jest całkiem spory i wynosi ponad 20 km. Zobaczymy jak w wakacje, ale na nie także mam już mały plan by utrzymać, a nawet podnieść poziom własnej sprawności.

cztery dychy

RunVenture – Biegowa Przygoda

Na początku tekstu wspomniałem, że gdyby nie jedna osoba, która dała mi pozytywnego kopniaka na pierwszej „dyszce” do maratonu to bym jej nie ukończył. Krzysiek, bo o nim mówię prowadzi fanpage RunVenture – Biegowa Przygoda. Gdzie zachęca mieszkańców Lublina i nie tylko do aktywnego wypoczynku w postaci biegania. Jak wspomniałem na Pierwszej dyszce dogonił mnie na około 3 kilometrze trasy. Na Trzeciej dyszce dopadł mnie między 5, a 6 kilometrem. Dziś złapał mnie jakieś 200 metrów przed metą. Porozmawialiśmy chwilę za metą – miło było porozmawiać. To bardzo sympatyczny człowiek.

 

czwarta dycha

Fot. RunVenture – Biegowa Przygoda – Dzięki za rozmowę na mecie.

Pozostałe biegi z tego cyklu:

Pierwsza dycha do maratonu – mogło być lepiej

Druga dycha do maratonu – jest lepiej

Trzecia dycha do maratonu – prawie życiówka

Podobne Posty