Chęć na pięć, czyli połowa dziesiątki. - Bielecki.es

Coś nowego

Moi stali czytelnicy doskonale wiedzą, że uczestniczę w serii biegów ulicznych – Dycha do maratonu, które rozgrywane są ulicami Lublina. Tym razem wziąłem udział w biegu na połowie najczęściej wybieranego dystansu. Do biegowych imprez dołączył cykl Chęć na pięć, kolejna inicjatywa mająca na celu propagowanie aktywności ruchowej, zdrowego stylu życia i samego miasta Lublin.

chęć na pięć

Rys. www.maratonlublin.pl

Dziwny skład

Zazwyczaj biegałem z Arturem i Mariuszem, choć ostatnio ta ekipa się powiększyła – tym razem jednak nikogo z niej nie było. Jednak nie byłem sam – choć to także nie do końca prawda. Do biegu namówił mnie Andrzej – wf-ista, kolega z pracy, który „odwalił” nieprawdopodobny numer, którego lubelskie biegi chyba jeszcze nie widziały w swojej historii, Ale o tym nieco później. Przed rozgrzewką spotkałem także Roberta „Irokeza”, którego poznałem na ubiegłorocznej edycji Lubelskich Targów Piw Rzemieślniczych, a na trzeciej ponownie wypiliśmy wspólnie dobre piwo. Spotkałem także swoich byłych uczniów – z Krystianem razem biegliśmy, a Adam był w zabezpieczeniu medycznym imprezy.

Chęć na 5 – idziemy na start 😉 #bieganie #running #runner #lublin #maraton #zalewzemborzycki #number #Polska #Poland #pl #bieleckies #blogerzybiegają

Opublikowany przez Bielecki.es na 17 grudnia 2017

Niesamowity wyczyn Andrzeja

Pierwotnie mieliśmy biec razem i na wzajemnie się „nakręcać” na trasie. Szukam, dzwonię, a Andrzeja nie ma! Rozgrzewka, przemarsz na start – Andrzeja nadal nie ma! Wystartowałem, po nieco ponad 28 minutach ukończyłem bieg – szukam Andrzeja na mecie, dalej go nie ma!

Opublikowany przez Maraton Lubelski na 18 grudnia 2017

Ostatecznie pojawia się na mecie niemal na zakończenie limitu czasowego. Pytam, co się stało? A ten opowiada, że miał mecz siatkówki i nie zdążył na start! O meczu wiedziałem, ale obstawiałem, że sędziował (bo także ma takie uprawnienia), a on jednak grał i sam mecz się przeciągnął. Zostawił gdzieś w okolicy auto i przybiegł spóźniony na start. Na trasę biegu wyruszył 20 minut po wystrzale startera, czyli po tym jak pierwsi zawodnicy przekroczyli już linię mety i gonił ogon biegu – karetkę, która zamykała stawkę. Na szczęście miał asystę panów z Rowerowego Lublina, którzy pomagają zabezpieczać wszystkie lubelskie biegi. Dogonił ostatnią biegaczkę i razem z nią przekroczył linię mety, co możecie zobaczyć na powyższym zdjęciu.

chęć na pięć

Chęć na pięć

Taki bieg to świetna inicjatywa, nie wszyscy są w stanie zrobić dychę, półmaraton, a tym bardziej maraton. 5 kilometrów to taki dystans na pobudzenie, poznanie czy to dla mnie, czy będzie mnie to kręcić. Kolejna Chęć na pięć w czerwcu 2018 roku, już teraz możecie być pewni, że spotkacie mnie na trasie.

Podobne Posty